Zrobił dwa kroki w jej stronę, wyciągając rękę, jakby chciał ją złapać za ramię na oczach wszystkich.
Maître Renaud stanął między nimi.
„Jeszcze jeden gest, monsieur Delmas, a wszyscy tutaj jeszcze szybciej zrozumieją, dlaczego przyszliśmy”.
Julien cofnął się. Jej uśmiech powrócił, wymuszony, nerwowy.
„Moja żona przechodzi trudny okres. Jest zazdrosna, ciężko jej znieść naszą separację”.
Camille odwróciła głowę w stronę gości.
„Jaka separacja?”
Élodie zacisnęła pięści.
„Nie udawaj. Wiedziałeś, że twoje małżeństwo się skończyło”.
„Wiedziałam, że się rozpadło. Nie wiedziałam jeszcze, że moja najlepsza przyjaciółka wybierała sobie meble, podczas gdy mój mąż bił mojego syna”.
Zapadła ciężka cisza.
Matka Élodie zakryła usta dłonią.
„O czym ona mówi?”
Camille wyjęła pierwszą kopertę i podała ją ojcu Élodie.
„Czesne za szkołę Théo. Rachunki za stołówkę. Zaliczka na zajęcia w kuchni. Zamówienia, które moja firma złożyła, żeby pomóc twojej córce w rozpoczęciu życia. Mogła ci powiedzieć, że…
Dała sobie radę sama.
Starszy mężczyzna otworzył papiery. Jego wzrok błądził od jednej linijki do drugiej.
„Élodie… zapłaciła?”
Élodie odpowiedziała zbyt szybko:
„Przesadza. Lubiła sprawiać wrażenie niezastąpionej”.
Camille nie odpowiedziała. Dała znak kierownikowi technicznemu posiadłości, którego powiadomił Maître Renaud. Mężczyzna zawahał się, a następnie przyciemnił światła.
W głębi pokoju rozświetlił się ekran, na którym miały być wyświetlane zdjęcia pary.
Pojawił się salon Camille.
Lucas siedział na dywanie.
Kilku gości pochyliło się do przodu, zaintrygowanych.
Na ekranie Théo niszczył konstrukcję. Lucas próbował odzyskać swoje cegły. Julien wszedł w kadr. Uderzenie rozbrzmiało w głośnikach jak uderzenie w całym pomieszczeniu.
Ktoś krzyknął.
Matka Élodie podskoczyła.
„Boże…”
Na ekranie Julien wciągał Lucasa w kąt.
„Przestań zachowywać się jak dziecko. Dzielicie się z Théo, rozumiesz?”
Potem rozległ się głos Élodie, wyraźny, niemal lekki:
„Bierz, co chcesz, kochanie. Wkrótce to wszystko będzie nasze”.
Élodie pobiegła w stronę pokoju kontrolnego.
„Wyłącz to!”
Osoba odpowiedzialna za to cofnęła się.
Julien tymczasem rzucił się na Camille.
„Nie wolno ci było filmować!”
Camille się nie ruszyła.
„To był mój salon. Moje dziecko. Mój dom. I nie miałaś prawa go dotknąć”.
Ojciec Élodie powoli położył papiery na stole.
„Widziałaś, jak bili to dziecko?”
Élodie już płakała, ale jej łzy szukały świadków, a nie przebaczenia.
„Nie rozumiałam wtedy… Julien powiedział mi, że Lucas był agresywny wobec Théo…”
„Miał 7 lat” – powiedziała Camille. „Bronił swoich zabawek”.
Julien wybuchnął:
„Przestańcie z tym dzieciakiem! Nic mu się nie stało! Robicie aferę z niczego!”
To zdanie zakończyło to, co zaczęło się na nagraniu.
Sala sądowa nie widziała już zakochanego mężczyzny. Widzieli ojca wpadającego w złość, ponieważ został wezwany do złożenia wyjaśnień w sprawie strachu syna.
Adwokat Renaud dał znak komornikowi, który podszedł i podał Julienowi kopertę.
„Panie Delmas, oto oficjalne zawiadomienie o złożonym pozwie, zawierające wniosek o środki dotyczące małoletniego dziecka i o wszczęcie postępowania rozwodowego”.
Julien spojrzał na dokumenty, jakby były brudne.
„Chce mi pan odebrać syna?”
Camille poczuła ucisk w gardle, ale jej głos pozostał spokojny.
„Sama go odrzuciłaś tego dnia, kiedy doprowadziłaś go do płaczu, żeby zadowolić kobietę, którą chciałaś umieścić na jego miejscu”.
Rozdarł kopertę.
„Nie możesz mnie tak zniszczyć”.
„Nie niszczę cię. Tylko niszczę mury, które zbudowałaś wokół swoich kłamstw”.
Élodie cofnęła się, spanikowana.
„Julien, powiedz im, że to nie ja płaciłam rachunki. Powiedz im, że to ty się wszystkim zajmowałaś”.
Julien odwrócił się do niej wściekły.
„Teraz mówisz? To ty chciałaś tej absurdalnej imprezy. To ty chciałaś, żeby wszyscy wiedzieli”.
„Obiecałaś mi, że towarzystwo wkrótce będzie twoje!”
W sali rozległ się zbiorowy okrzyk zdumienia.
Élodie właśnie powiedziała jednym zdaniem to, co Camille mogłaby udowodnić w 20 minut.
Adwokat Renaud poprosił o odtworzenie drugiego fragmentu.
Tym razem usłyszano nagraną rozmowę z wejścia.
„Jeszcze jeden dokument dla platformy logistycznej Arras i mogę złożyć pozew o rozwód…”
Potem usłyszałem pewny siebie głos Juliena:
„Camille jest świetna w pracy, ale ze mną podpisuje się z zamkniętymi oczami”.
Na ekranie pojawiły się przelewy bankowe, faktury za catering, wydatki zakwalifikowane jako wydatki służbowe, rezerwacje hotelowe dokonane podczas sfingowanych podróży służbowych. Każdy dokument był zwięzły, czytelny, obciążający.
Ojciec Élodie usiadł z powrotem, jakby nogi odmówiły mu posłuszeństwa.
„Mówiłeś nam, że jest rozwiedziony”.
Élodie otarła palcami tusz do rzęs.
„Myślałam, że będzie”.
„I co z tego?” zapytała matka łamiącym się głosem. „Poszłaś do domu kobiety, która ci pomogła. Pozwoliłaś jej synowi płakać”.
Te słowa raniły Élodie bardziej niż wszystkie dokumenty.
Bo pochodziły od jej matki.
Julien ponownie próbował ratować swój wizerunek.
„Camille zawsze mnie upokarzała. Chciała wszystko kontrolować. Dała mi pracę, żeby trzymać mnie na krótkiej smyczy”.
Mężczyzna z tyłu sali, brygadzista warsztatu w Morel & Fils, wstał. Camille nawet nie widziała, jak wszedł.
„To nieprawda. Pani Morel broniła pani, kiedy wszyscy mówili, że nie ma pani pojęcia o produkcji”.
Kobieta dodała:
„Poprosiła nas, żebyśmy dali pani czas”.