Adrien przeszedł przez salon i stanął między nimi. Nie krzyczał. Nie dotknął żony. Po prostu wyjął telefon.
Constance wybuchnęła śmiechem.
„Dzwonisz do prawnika, bo pokojówka się przestraszyła? Naprawdę, Adrien, jesteś żałosny”.
Wybrał numer, nie spuszczając wzroku z Eleny.
„Nie, Constance. Dziś wieczorem to ty będziesz błagać”.
Dwie kobiety siedzące na sofie przestały się śmiać.
Constance nigdy nie rozumiała, że Adrien zbudował swoje imperium, milcząc. Słuchał przechwałek konkurencji, kłamstw administratorów i nadgorliwych spadkobierców ujawniających swoje słabości. Jego opanowanie nigdy nie było przejawem tchórzostwa. To była metoda.
Przez sześć lat żona myliła jego cierpliwość z uległością. Nazywała go słabym, bo unikał rozgłosu. Mówiła znajomym, że nigdy nie zdobył się na odwagę, żeby jej odmówić.
Uważała również, że dom, konta i Grupa Delcourt należą do nich w równym stopniu.
Myliła się.
Trzy miesiące wcześniej szef audytu wewnętrznego odkrył podejrzane przelewy z Fundacji Les Lucioles, organizacji charytatywnej kierowanej przez Constance. Kilku usługodawców zdawało się istnieć tylko na papierze. Faktury dotyczyły nigdy niewykonanej pracy, fikcyjnych zbiórek funduszy i rzekomo zorganizowanych wyjazdów dla chorych dzieci.
Adrien nikogo nie oskarżył.
Zatrudnił byłego komisarza z wydziału ds. przestępstw finansowych, wymienił cały system monitoringu i poprosił swoją prawniczkę, Myriam Cohen, o przygotowanie środków doraźnych na wypadek, gdyby defraudacji towarzyszyły groźby lub przemoc.
Wszystkie kamery w salonie nagrywały na zewnętrzny serwer, do którego Constance nie miała dostępu.
Myriam odpowiedziała niemal natychmiast.
„Adrien?”
Włączył głośnik.
„Rozpocznij protokół Cendre. Powiadom policję i pogotowie ratunkowe. Zablokuj wszystkie konta, do których Constance ma pełnomocnictwo. Zrób kopię zapasową nagrań z domu”.
Twarz Constance pobladła.
Głos prawnika pozostał spokojny.
„Zrozumiałem. A co z nieruchomością?”
Adrien spojrzał na Elenę, wciąż klęczącą przy kominku.
„Przygotować przekazanie”.
Constance zmarszczyła brwi.
„Komu przekazanie?”
Adrien wyciągnął rękę do Eleny i pomógł jej wstać.
„Kobiecie, którą uważałaś za bezbronną”.
Za bramą już wyły pierwsze syreny.
Constance szybko odzyskała panowanie nad sobą. Arogancja zawsze była jej ulubioną bronią.
Kiedy weszła policja, rzuciła szpicrutę i zaczęła płakać z niemal teatralną precyzją.
„Mój mąż ma kompletne urojenia” – wyjaśniła. „Za dużo pracuje, bierze tabletki nasenne i wyobraża sobie, że wszyscy spiskują przeciwko niemu. Elena mnie zaatakowała, kiedy poprosiłam ją o oddanie bransoletki”.
Jedna z jej przyjaciółek natychmiast to potwierdziła.
„Tak, dokładnie tak się stało”.
To już koniec.
Druga kobieta milczała, wpatrując się w swoją fryzurę.
Elena drżała tak bardzo, że ratownik medyczny musiał trzy razy prosić ją, żeby trzymała rękę nieruchomo, podczas gdy mierzyli jej ciśnienie. Adrien udostępnił policji nagrania, po czym odsunął się.
Nie sprowokował Constance. Nie odpowiedział na jej obelgi. Czekała na oznakę gniewu, którą mogłaby wykorzystać jako dowód jego niestabilności.
Nic jej nie dał.
Zdjęcia jednak dały jej wszystko.
Na nagraniu Constance zamknęła drzwi do salonu, zabrała Elenie telefon i kazała jej uklęknąć. Następnie wyjęła z własnej torebki diamentową bransoletkę i wsunęła ją pod poduszkę.
Jej przyjaciółki roześmiały się, gdy opowiadała o innych „zabawach”, w które kazała gosposi grać, gdy Adrien podróżował.
Wtedy jedno zdanie zmieniło wyraz twarzy policjantów.
„Nie możesz zrezygnować” – powiedziała Constance na nagraniu. „Znam adres twojej siostry w Lyonie. A między nami mówiąc, Adrien zawsze będzie wierzył swojej żonie, a nie gospodyni domowej”.
Dowódca zatrzymał nagranie.
„Od jak dawna to trwa?”
Elena spojrzała na Adriena, a potem na lekarza, który trzymał koc na ramionach.
„Osiem miesięcy”.
Constance rzuciła się na nią.
„Kłamczucha!”
Funkcjonariusze zatrzymali ją, zanim zdążyła do nich dotrzeć. Jej maska opadła. Groziła Elenie, potem funkcjonariuszom, prefektowi, ministrowi spraw wewnętrznych i wszystkim, których rzekomo znała.
„Wszyscy zostaniecie przeniesieni przed jutrzejszym rankiem!” krzyknęła. „Mój mąż każe zamknąć waszą placówkę!”
„Pan Delcourt niczego takiego nie zrobi” – rozległ się głos z wejścia. „I nie ma zamiaru płacić, żeby oszczędzić wam konsekwencji waszych czynów”.
Adwokatka Myriam Cohen weszła do salonu z teczką, w towarzystwie byłego komisarza policji i dwóch śledczych z wydziału ds. przestępstw finansowych. Podała Adrienowi tablet.
Wstępny raport potwierdził, że Constance przywłaszczyła blisko 9 milionów euro z Fundacji Les Lucioles. Pieniądze przeszły przez firmy kontrolowane przez jej brata, Grégoire’a de Villeneuve’a. Podrobiła podpis Adriena na kilku gwarancjach bankowych i wykorzystała fundusz korupcyjny, aby zapłacić Elenie, tak aby jej umowa nie pojawiła się w oficjalnych dokumentach fundacji.
Wybrała jednak niewłaściwą ofiarę.
Wbrew temu, co Constance powtarzała swoim znajomym, Elena nie była ani nielegalna, ani niezdolna do zrozumienia rachunków. Przed wyjazdem z Bogoty pracowała jako księgowa w firmie importowej. Jej dyplom nie został od razu uznany we Francji, a ona sama podejmowała się prac sprzątających, aby opłacić czynsz dla swojej siostry, która cierpiała na przewlekłą chorobę.
Kiedy Constance kazała jej zniszczyć faktury, Elena sfotografowała każdy dokument. Zachowała nazwy firm, dane bankowe i wydrukowaną korespondencję, którą Constance zostawiła w biurze.