Elena cierpiała i dbała o swoje mieszkanie – przestronne, trzypokojowe mieszkanie na trzecim piętrze typowego wieżowca – na długo przed pojawieniem się Aleksieja. Osiem lat niewoli hipotecznej stało się dla niej rodzajem przysięgi dojrzałości. Kiedy toasty weselne dobiegły końca, całkowita wolność finansowa była od niej oddalona o zaledwie kilka miesięcy. Aleksiej wszedł do tego domu jako mąż, sumiennie dokładając się do domowego budżetu, ale niewypowiedziana umowa, wpisana w fundamenty ich związku, głosiła: te ściany, przesiąknięte zapachem nadziei i niepokojów Eleny, należą wyłącznie do niej.
Wkrótce świat wypełnił się dźwięcznym śmiechem i tupotem małych stóp – narodziła się Maszeńka. Dziewczynka wyrosła na żwawą jak rtęć, z wiecznie potarganymi lnianymi warkoczami i dociekliwym spojrzeniem. Aleksiej, pracujący w firmie kurierskiej, żył w rytmie podróży: niekończące się podróże po okolicy, tygodnie nieobecności, zapach benzyny i pyłu drogowego na ubraniach. Jelena zmagała się sama: kaprysy córki, wygoda domu, zmiany w kwiaciarni, gdzie zapach lilii wieczorem przyprawiał ją o migrenę. Była zmęczona, nogi ciężkie jak ołów, ale wytrwała – dla Maszy, dla ich małego świata.
Jasnym punktem tej codziennej rutyny były wizyty młodszej siostry. Katerina miała dziewiętnaście lat i pracowała jako recepcjonistka w przytulnej kawiarni niedaleko. Mieszkając z rodzicami po drugiej stronie miasta, niczym ptak wędrowny, gromadziła się w gnieździe starszej siostry co najmniej kilka razy w miesiącu. Katya przywiozła ze sobą zapach wanilii i młodości, górę słodyczy dla siostrzenicy i gotowość do udzielenia wsparcia. Dzięki niej Elena zrzuciła ciężar lat, wracając do beztroskich czasów, gdy dzieliły jeden pokój i same sekrety.
Jej teściowa, Tamara Iljiniczna, była postacią innej rangi. Mieszkała w starym, zapadniętym domu na przedmieściach, poświęcając się wnukom drugiego syna. Traktowała Elenę z tą chłodną, oceniającą rezerwą, której tylko dystans powstrzymuje przed przerodzeniem się w otwartą wrogość. Jej rzadkie wizyty przypominały inspekcje: siadała w salonie, obdarowywała Maszenkę cukierkiem lub lalką, piła herbatę z miną męczennicy i wkrótce odchodziła. Aleksiej usprawiedliwiał działania matki napiętym grafikiem i złym stanem zdrowia, a Elena, ceniąc kruchy pokój, milcząco przystała na ten pakt o nieagresji.
***