Kwiecień tamtego roku był kapryśny i marudny. Pewnego chłodnego poranka Katia przyjechała pomóc w wiosennych porządkach. Wieczorem mieszkanie lśniło czystością, a kuchnia była niczym święte miejsce. Jelena siekała kapustę, nóż rytmicznie stukał o deskę, a Katia w fartuchu zajmowała się ciastem. Aleksiej, który wrócił z podróży, siedział rozwalony na krześle w salonie, apatycznie przeglądając wiadomości w telefonie.
„Lena, może Charlotte?” – zasugerowała Katya, strząsając mąkę z rąk. „Masz jakieś jabłka?”
„W dolnej szufladzie, w koszyku” – odpowiedziała Elena, uśmiechając się do siebie. „Świetny pomysł, Masza sprzedałaby duszę za ciasto”.
Aromat cynamonu i pieczonych jabłek zaczął wypełniać kuchnię, przeplatając się z przyjemnym odgłosem deszczu za oknem. Masza, zwinna jak jaszczurka, wciąż próbowała wdrapać się na parapet.
„Maszenka, odejdź, jest przeciąg!” – upomniała córkę Jelena.
„Mamo, tam jest kotek, jest mokry! Ten rudy!” – rozległ się głosik dziecka.
— Zobaczymy później. Idź do cioci Katii i pomóż jej wyrobić ciasto.
Dziewczynka z radosnym piskiem podskoczyła z krzesła. Katya podała jej dużą łyżkę, a jej mała pomocnica, z językiem wywieszonym z zapałem, zabrała się do pracy. Elena patrzyła na nich, czując ciepło rozlewające się po jej piersi. Pomimo szarości na zewnątrz, w środku płonął ogień.
W tym momencie ciszę przerwał ostry, natarczywy dźwięk dzwonka do drzwi. Elena wytarła dłonie w ręcznik i poszła otworzyć, czując niewytłumaczalny niepokój.
Tamara Iljiniczna stała w drzwiach. Mokry płaszcz przeciwdeszczowy oblepiał jej masywną sylwetkę, w ręku trzymała ciężką torbę na zakupy, a na jej twarzy malowała się mieszanka zmęczenia i znajomej dezaprobaty.
„Witaj, Tamaro Iljiniczna” – Elena cofnęła się, pozwalając gościowi przejść.
„Dzień dobry, jeśli nie żartujesz” – mruknęła teściowa, ciężko wchodząc na korytarz.
Zrzuciła płaszcz, powiesiła go, jakby chciała przypieczętować własność, i podała Elenie torbę.
— Ziemniaki. Nasze własne, nie kupne chemikalia.
„Dziękuję” – Elena z trudem utrzymywała ciężar.
Tamara Iljiniczna weszła do kuchni, jakby była tu właścicielką. Widząc Katię przy piekarniku, zamarła, a jej brwi ściągnęły się w surową linię.
„Kim jest ta osoba?” zapytała, kiwając głową w stronę dziewczyny, jakby ta była nieożywionym przedmiotem.
„Moja siostra, Katia. Znacie się” – odpowiedziała Elena, chowając ziemniaki w spiżarni.
„Widzieliśmy się” – mruknęła teściowa, patrząc na Katię jak na prześwietlenie. „A co ona tu robi?”
— To pomaga. Robimy obiad.
Tamara Iljiniczna podeszła do pieca, podniosła pokrywę garnka i zajrzała do piekarnika.
— Pieczesz ciasta? Aleksiej nie lubi produktów mącznych.
„To dla Maszy” – wyjaśniła cierpliwie Jelena.