„Pomogę…” mruknęła Żenia.
„Pomożesz?” zaśmiała się Galya. „Tak jak pomagałeś w zeszłym tygodniu, kiedy przyszedł twój brat z żoną? Siedziałeś z nimi w pokoju, oglądając telewizję, podczas gdy ja harowałam sama w kuchni!”
– Ale moja praca jest ciężka…
„A co ja robię? Maluję paznokcie?” Głos Gali stał się niebezpiecznie cichy. „Wstaję o szóstej rano, karmię twoją mamę śniadaniem, idę do pracy, wracam do domu – znowu gotuję, prałam, sprzątałam. I tak jest każdego dnia! A weekendy – to prawdziwa przyjemność! Twoi krewni ze wszystkimi swoimi problemami!”
Znów coś spadło na korytarz – Raisa Iwanowna była zdenerwowana i złapała coś.
„Mamo, co ty tam robisz?” warknęła Żenia.
„Muszę iść do toalety…” odpowiedziała teściowa żałośnie.
„Idź” – powiedziała Galya zmęczonym głosem. „Po prostu zamknij za sobą drzwi. Inaczej będę musiała dopilnować, żeby twoja mama je zamknęła”.
Za drzwiami słychać było głosy – dorosłego i dzieci. Igor wyraźnie tłumaczył dzieciom, dlaczego tak długo zwlekają z otwarciem drzwi.
„Tato, może ciocia Galia jest chora?” zapytał głosik dziecka.
„Jestem chora!” prychnęła Galya. „Dokładnie! Wszyscy mnie mdli!”
„Galina Pietrowna!” – sam Igor pukał do drzwi. „To ja! Otwieraj!”
„Słyszysz, jak on się do mnie zwraca?” – Galya zwróciła się do męża. „Galina Pietrowna! Po imieniu i nazwisku! Bo wie, że nie jestem jego przyjaciółką ani rodziną. Jestem z personelu wojskowego!”
– No, daj spokój! Igor ma się dobrze…
„Normalny?” Galya wzięła chochlę z pieca. „Normalny trzydziestopięcioletni mężczyzna co weekend jeździ do brata, żeby za darmo zjeść? Z dziećmi, z żoną? Normalny mężczyzna pożycza pieniądze i nie oddaje?”
– On da…
— Kiedy? Za rok? Za dwa? Mam czekać?
Pukanie do drzwi stało się bardziej głośne.
„Żenia!” – krzyczał już Igor. „Jesteś w domu? Otwieraj, dzieciaki są zmęczone!”
„Dzieci są zmęczone” – powtórzyła Galya. „Ale ja nie jestem zmęczona. Jestem z żelaza. Zawsze jestem gotowa powitać wszystkich, nakarmić ich i pocieszyć”.
Podeszła do okna i otworzyła je na oścież. Zimne październikowe powietrze wpadło do kuchni.
„Wiecie co, moi drodzy?” krzyknęła wystarczająco głośno, by usłyszeli ją sąsiedzi i klatka schodowa. „Do domu! Wszyscy! Igor, dzieciaki, a ty, Raiso Iwanowna, idźcie do swojego mieszkania! Remont skończył się miesiąc temu, a ty wciąż tu siedzisz!”