„Galka…” Żenia zbladła.
„Nie Galka!” krzyknęła jeszcze głośniej. „Nie waż się mnie tak nazywać! Nie jestem twoją Galką! Nie jestem twoją służącą! Jestem człowiekiem! Mam własne pragnienia, własne plany! A ty… po prostu mnie pożarłeś!”
„Galina Pietrowna” – głos Raisy Iwanowny dobiegł z korytarza – „dlaczego krzyczysz? Ludzie cię słyszą…”
„Niech usłyszą!” – Galya wychyliła się przez okno. „Niech wszyscy wiedzą! Zina!” – krzyknęła do sąsiadki. „I tak słuchasz! Wiedz jedno – nie będę tego dłużej tolerować!”
Za ścianą rozległ się huk – prawdopodobnie Zina ze zdziwienia coś upuściła.
„Dosyć!” Galya zatrzasnęła okno. „Decyzja zapadła. Igor może iść do domu. Raisa Iwanowna może iść do swojego mieszkania. A ty, Żenia, wybierz – albo oni, albo ja”.
„Co masz na myśli mówiąc „wybrać”?” – mąż był zaskoczony.
— To bardzo proste. Albo pójdziesz teraz i powiesz im, żeby się odczepili, albo odejdę stąd. Na zawsze.
„Nie możesz wyjść” – powiedziała Żenia, zdezorientowana. „Ale to twoje mieszkanie…”
— Mogę! I wyjadę! Wynajmę pokój i zamieszkam sama. Będę jadła, co chcę i kiedy chcę. Będę oglądała filmy wieczorami i nie będę zmywała po was wszystkich naczyń!
Pukanie do drzwi ucichło. Za drzwiami słychać było stłumione głosy – Igor najwyraźniej coś tłumaczył dzieciom.
„Galya” – powiedziała cicho Żenia – „jesteśmy rodziną…”
„Rodzina?” Odwróciła się do niego. „Gdzie ja jestem w tej rodzinie? Pokaż mi miejsce, gdzie moje życzenia są brane pod uwagę. Gdzie pytają mnie o zdanie. Gdzie…”
Zadzwonił telefon komórkowy. Żeni. Na ekranie widniał napis: „Siostro”.
„Och!” – wycedziła Galya. „A moja siostra dzwoni! Założę się, że jest jeszcze jakiś problem do rozwiązania. Odbierasz? Czy najpierw zajmiesz się mną?”
Żenia spojrzał na telefon, potem na żonę, a potem znowu na telefon. Dzwonienie ustało. Sekundę później telefon zadzwonił ponownie.
„Nie bierzesz?” – zapytała zaskoczona Galya. „To święte! Kiedy dzwoni moja siostra, rzucamy wszystko i biegniemy pomóc!”
„Galya, przepraszam…” powiedział cicho. „Nie zrozumiałem…”
— Nie zrozumiałeś? Serio? Co tu jest do rozumienia? Twoja matka wisi mi na szyi od dwóch miesięcy, twój brat podjada moje zakupy, twoja siostra pożycza pieniądze… A ja kim jestem? Służącą!
Za drzwiami znów słychać było głosy. Igor wyraźnie tracił cierpliwość.
– Żenia! Pójdziemy do domu, jeśli nie otworzysz drzwi!
„Odejdź!” krzyknęła Galya. „I nie wracaj!”
„Żenia, czemu tak milczysz?” Igor zaczął walić w drzwi. „Gałka, otwieraj! Dzieci będą zdenerwowane!”
— Niech się denerwują! Ja też się denerwuję! Denerwuję się już od dwóch lat!
Telefon zadzwonił po raz trzeci. Żenia spojrzał na ekran, wyciszył dźwięk i położył urządzenie na stole.
„Galya” – powiedział bardzo cicho. „Naprawdę nie zrozumiałem. Myślałem, że ci się podoba… No cóż, kiedy dom jest pełen, rodzina jest duża…”