CZĘŚĆ 2
Na schodach wejściowych Camille skrzyżowała ramiona, rozbawiona. Véronique natomiast nie uśmiechała się, i to było o wiele gorsze. Spojrzała na nią, jakby ta tortura była po prostu logiczną konsekwencją, zasłużoną lekcją. Kolejny miażdżący skurcz uderzył Chloé, a po jej nogach spływał ciepły płyn. Wody płodowe odeszły jej na środku podjazdu. Miała tam urodzić, sama, w zimnie, zdradzona własną krwią.
Gdy Chloé leżała na zamarzniętym żwirze, zdyszana, nie mogąc się podnieść, dwa potężne, białe reflektory nagle oświetliły front domu. Słychać było warkot silnika, mocny, ale dyskretny. Duży czarny sedan z paryskimi tablicami rejestracyjnymi zatrzymał się gwałtownie tuż przed kutą, żelazną bramą.
Drzwi kierowcy gwałtownie się otworzyły. Mężczyzna, który nagle się pojawił, był ostatnią osobą, którą Véronique chciałaby widzieć przed swoją posesją.
„Chloé!”
Antoine, powszechnie krytykowany ojciec, zdyszany pobiegł w stronę córki. Ten mężczyzna, o którym plotkowano, że się poddał, pojawił się dokładnie w chwili, gdy Chloé myślała, że straci przytomność. Uklęknął obok niej, wsuwając jedną mocną dłoń pod jej plecy, a drugą pod ramię, by unieść ją z nieskończoną delikatnością. Nie zadawał zbędnych pytań. Jego wzrok omiótł scenę: spoconą twarz córki, jej napięty brzuch, kałużę na ziemi, cztery przebite opony, a potem żonę i młodszą córkę, wciąż stojące na schodach niczym lodowe posągi.
„Zrobiłeś to?” zapytał Antoine.
Jego głos nie był głośny, ale wibrował tak ostrym, autorytarnym tonem, że atmosfera na podjeździe stała się ciężka. Camille cofnęła się o krok, a jej uśmiech natychmiast zniknął. Véronique, wierna swojej bezgranicznej dumie, uniosła podbródek.
„Nie masz prawa tu być” – warknęła.
Antoine całkowicie ją zignorował. Otworzył tylne drzwi samochodu, pomógł Chloé wsiąść i wsunął swoją skórzaną kurtkę pod głowę córki.
„Jedziemy do szpitala, kochanie” – powiedział uspokajająco. „Spójrz na mnie. Jesteś teraz ze mną. Jesteś bezpieczna”.
To proste zdanie sprawiło, że serce Chloé pękło. Przez 15 lat wpajano jej, że to on jest egoistycznym potworem w rodzinie. A jednak oto był, z oczami błyszczącymi zmartwieniem, prowadząc ją w bezpieczne miejsce, podczas gdy kobieta, która miała ją chronić, zostawiła ją na pewną śmierć.
W drodze do Szpitala Uniwersyteckiego w Bordeaux skurcze pojawiały się co cztery minuty. Antoine jechał szybko, ale z pełną kontrolą. Za pomocą Bluetooth na desce rozdzielczej powiadomił izbę przyjęć położniczych o ich rychłym przyjeździe. Następnie wybrał numer Juliena.
„Julien, tu Antoine. Twoja żona rodzi. Wsiądź w pierwszy dostępny pociąg. Jest bezpieczna ze mną, ale to, co się stało u jej matki, jest niezwykle poważne”.
Na drugim końcu linii Julien potrzebował kilku sekund, żeby zrozumieć, co się dzieje. Słysząc w tle jęki bólu Chloé, jego głos się załamał. Obiecał wsiąść do pociągu TGV o 6 rano.