Zniszczony dwór stał się „La Maison Geneviève”, schroniskiem prowadzonym przez organizację non-profit dla młodych samotnych matek, kobiet odrzuconych przez rodziny i porzuconych osób starszych.
Pięć lat później mały Leo biegał po odnowionych korytarzach, lawirując między młodą, ciężarną kobietą szyjącą a staruszkiem czytającym gazetę.
„Mamo” – zapytał chłopiec, szarpiąc sukienkę Chloe. „Dlaczego mieszkamy z tymi wszystkimi ludźmi? To nie nasza prawdziwa rodzina”.
Chloe przykucnęła, patrząc na niego z nieskończoną czułością, po czym jej wzrok omiótł pokój.
„Posłuchaj mnie uważnie, kochanie” – wyszeptała. „Rodzina to nie krew, która płynie w twoich żyłach. To ramiona, które cię chwytają, gdy wszyscy inni postanowili cię porzucić”.
Na zewnątrz wiatr wiał przez wzgórza regionu Creuse, ale w tych starych murach nikt już nigdy nie będzie musiał błagać o drugą szansę.