Nazywam się Holly Crawford i mając dwadzieścia sześć lat, nauczyłam się, że najgłębsza zdrada nie zawsze brzmi jak krzyk. Czasami brzmi jak rytmiczny, głuchy dźwięk telefonu, którego nikt nie zamierza odebrać.
Mówią, że w obliczu śmierci życie przelatuje przed oczami. To kłamstwo. Kiedy umierałam na linoleum o 2:14 nad ranem w upalny czwartek, nie widziałam swojego dzieciństwa ani pierwszego złamanego serca. Widziałam cyfrowy wyświetlacz mojego smartfona – świecący prostokątny nagrobek – pokazujący siedemnaście nieodebranych telefonów do ludzi, którzy powinni mnie kochać najbardziej.