Nie szczędził wydatków: prywatny pokój w luksusowej klinice, ekskluzywna opieka… ponad 160 000 pesos już zapłacone.
Dzień narodzin nadszedł z ogromnym bukietem tulipanów. Kiedy dziecko się urodziło, natychmiast wysłała zdjęcia do wszystkich swoich kontaktów.
— Mój syn! Jest taki sam jak ja!
Ale radość nie trwała długo. Pielęgniarka poprosiła ją, żeby weszła i podpisała jakieś dokumenty. Pewnym krokiem szła w kierunku oddziału neonatologicznego… aż zobaczyła panią Fontaine stojącą przed drzwiami, ze skrzyżowanymi ramionami i nieprzejednanym spojrzeniem.
„ Pani Fontaine? Co pani tu robi?” wyjąkał.
Spokojnie położyła na stole pudełko z mlekiem modyfikowanym.
— Przyjechałem odwiedzić zięcia. I dziecko, którym tak się chwali.
„ Mylisz się… Chloé jest tylko przyjaciółką…” próbował powiedzieć.
Podniosła rękę, żeby go uciszyć i wyjęła z torby kopertę.
— Wiesz, co to jest? Test DNA. Zamówiłem go, jak tylko dziecko się urodziło.
Powoli rozłożył dokument.
— I okazuje się… że to dziecko nie jest twoje, Marc. To nie przypadek.
Marc zbladł.
— To niemożliwe… Chloé mi powiedziała…
Pani Fontaine wybuchnęła gorzkim śmiechem.