Inna wróciła do domu zmęczona po długim dniu w pracy. W kuchni panowała cisza, a Siergiej siedział przy stole, wpatrzony w ekran telefonu, jakby szukał w nim odpowiedzi na pytania, których nie chciał wypowiedzieć na głos. Miał napiętą twarz i ściągnięte brwi. Coś wyraźnie nie grało.
— Cześć — rzuciła, zdejmując kurtkę. — Czemu wyglądasz, jakby świat miał się zaraz zawalić?
Siergiej uniósł wzrok, zawahał się na moment, po czym odpowiedział krótko:
— Dzwoniła mama.
Inna otworzyła lodówkę i sięgnęła po jogurt. Telefon od Walentyny Stiepanowny sam w sobie nie był niczym nadzwyczajnym — potrafiła dzwonić często i długo. Tym razem jednak w głosie męża brzmiało coś cięższego, jakby rozmowa zostawiła po sobie kamień w żołądku.
— I czego chciała? — zapytała, odwijając wieczko.
Siergiej oparł się o krzesło i przetarł twarz dłońmi.
— Ma kłopoty. Poważne.
„Kłopoty” teściowej oznaczały zwykle duże liczby
Inna zamknęła lodówkę i usiadła naprzeciwko niego. Wiedziała, że gdy teściowa mówi o problemach, nie chodzi o drobiazgi. Walentyna Stiepanowna nie należała do osób, które martwią innych błahostkami.
— Jakie konkretnie? — dopytała spokojnie.