— Rodzina też ze sobą rozmawia i podejmuje decyzje wspólnie — ucięła. — Pytałeś mnie o zdanie? Czy po prostu ogłosiłeś wyrok?
Mąż odwrócił się do okna. Cisza zrobiła się ciężka, jakby ktoś zgasił powietrze w pomieszczeniu.
— Jutro idę do banku — powiedział w końcu, nadal nie patrząc na nią. — Złożę wniosek. Mama nie może z tym żyć.
Inna zamknęła oczy na sekundę, zbierając się w sobie.
— Rób, co chcesz — odezwała się cicho. — Ale pamiętaj: to będzie twoja decyzja. I twoje konsekwencje.
„Twoje pieniądze to nasze pieniądze”? Nie tym razem
Siergiej odwrócił się z miną, jakby naprawdę nie rozumiał.
— Co ty w ogóle mówisz?
— Mówię, że nie będę spłacać kredytu, który wziąłeś bez mojej zgody — oznajmiła stanowczo. — Uprzedzałam.
— Inna, jesteśmy małżeństwem. Twoje pieniądze to nasze pieniądze.
— Nie — odpowiedziała bez wahania. — Moje oszczędności odkładałam na nasze mieszkanie. Nie zgodzę się, żeby zniknęły, bo twoja mama wpakowała się w coś ryzykownego.
Podszedł bliżej, w oczach miał złość wymieszaną z bezradnością.
— Czyli moja mama jest dla ciebie obca?
— Jej kłopoty są skutkiem jej własnych decyzji — odparła równo. — I tak: nie będę za to płacić.
Rozmowa zakończyła się trzaskiem drzwi. Siergiej zamknął się w pokoju, a Inna została w kuchni, wpatrując się w światła za oknem i czując, że to dopiero początek.