Kredyt podpisany, a potem… cisza przed burzą
Siergiej dotrzymał słowa. Po tygodniu kredyt był już uruchomiony — ogromna kwota, wysokie oprocentowanie. Z dumą oznajmił, że „sprawa mamy jest załatwiona”. Teściowa dzwoniła, płakała ze wzruszenia, dziękowała synowi i zapewniała, że kiedyś wszystko odda.
Inna słuchała i milczała. Nie dlatego, że akceptowała sytuację, tylko dlatego, że wiedziała: teraz i tak nikt jej nie usłyszy.
Przez pierwszy miesiąc jakoś to działało. Siergiej płacił raty z pensji. Ledwo, na styk, ale płacił. Inna nadal odkładała własne pieniądze na osobne konto. W domu pojawiła się chłodna uprzejmość, krótkie zdania, brak wspólnych wieczorów.
- On skupiał się na „ratowaniu” sytuacji.
- Ona budowała bezpieczeństwo, którego nikt nie mógł jej odebrać.
- Między nimi rosło poczucie, że wspólnota zamieniła się w dwa osobne fronty.
Utrata pracy zmieniła wszystko
Drugi miesiąc przyniósł cios. Siergiej wrócił do domu w środku dnia, blady, jakby nagle ubyło mu sił.
— Zwolnili mnie — powiedział i osunął się na kanapę. — Redukcja etatów. Od dziś jestem bez pracy.
Inna poczuła, jak serce przyspiesza. Wiedziała, co to oznacza dla rat.