W najgorszych dniach myślałam o działce jak o czymś, do czego wrócę, kiedy znów będę chodzić normalnie. Wiesława dzwoniła regularnie. Mówiła, że wszystko w porządku, że altanka zamknięta, że nawet przykryła moje róże na zimę.
– Nie martw się o nic – powtarzała. – Zajmuję się twoją jak swoją.
Wróciłam na działkę pod koniec marca. Było jeszcze chłodno, ale słońce już grzało. Wzięłam taksówkę, bo na prowadzenie nie miałam jeszcze siły. Otworzyłam furtkę i od razu poczułam, że coś jest nie tak. Nie umiałam tego nazwać, ale ogród wyglądał jakoś inaczej. Mniejszy.
Podeszłam do płotu oddzielającego moją działkę od działki Wieśki. I wtedy zobaczyłam.
Linia siatki biegła teraz dobrych dwa metry dalej w moją stronę niż kiedykolwiek. Tam, gdzie zawsze rosły moje porzeczki – teraz był kawałek Wieśkowej grządki, świeżo przekopany, z nowo posadzonymi cebulkami. Moje krzewy porzeczkowe zniknęły.
Stałam tak chyba z dziesięć minut. Mierzyłam wzrokiem odległość od altanki do płotu. Znałam tę odległość na pamięć – Zbyszek mierzył ją taśmą co roku, żeby wiedzieć, ile miejsca ma na nowe nasadzenia. Zawsze było siedem metrów. Teraz było pięć.
Zadzwoniłam do Wieśki.
– Wieśka, ja jestem na działce. Co się stało z płotem?
– Z płotem? – powtórzyła powoli, jakby nie rozumiała pytania. – A co miało się stać?
– Jest przesunięty. O dwa metry w moją stronę.
Cisza. Potem lekkie westchnienie i głos, który brzmiał jak tłumaczenie czegoś oczywistego naiwnemu dziecku.
– Jolka, przecież on zawsze tak stał. Może po tej operacji ci się wydaje. Wiesz, po tylu miesiącach w domu człowiek inaczej patrzy…
Nie dokończyła, ale wiedziałam, co chciała powiedzieć. Że mam omamy. Że choroba mi pomieszała w głowie. Że dwa metry ziemi mi się przyśniły.
– Wieśka, ja mam zdjęcia. Z każdego roku.
Znów cisza. Dłuższa.
– Jakie zdjęcia?
– Ze Zbyszkiem fotografowaliśmy działkę co roku. Mam piętnaście lat dokumentacji. Na każdym zdjęciu płot stoi w tym samym miejscu. Dwa metry dalej niż teraz.
Rozłączyła się. Po prostu się rozłączyła.
Wieczorem siedziałam w domu i przeglądałam zdjęcia na laptopie. Folder po folderze, rok po roku. Lato 2009 – Zbyszek przy nowym płocie, w tle widać słupki i siatkę. Lato 2012 – ja z Wieśką przy granicy, obie z konewkami, między nami ligustr do kolan. Lato 2016, ostatnie ze Zbyszkiem – on dumny obok krzaków porzeczkowych, siatka wyraźnie za jego plecami, dobre dwa metry od miejsca, gdzie stała teraz.