„Claire, co pani zrobiła?”
Nie odpowiedziała od razu. Usiadła w fotelu przy oknie, założyła nogę na nogę i spojrzała mu w oczy.
„Co powiedział bank?”
„Że przelew na ponad 2 000 000 euro właśnie wpłynął na konto powiązane z tym adresem. Firma, której jest pan prezesem. Zadzwonili, bo moje nazwisko nadal figuruje jako kontakt drugorzędny w dokumentach finansowych gospodarstwa domowego”.
Françoise nerwowo się zaśmiała.
„To absurd. Ona nawet nie ma żadnych dochodów”.
Claire poczuła, jak serce wali jej jak młotem, ale po raz pierwszy od dawna nie było to bicie strachu.
„Niczego nie ukradłam” – powiedziała. Po prostu przestałam wierzyć, że moje przetrwanie zależy od dobrego humoru Arnauda.
„Jak długo ukrywałeś przede mną pieniądze?” – krzyknął.
„Nie ukrywałem przed tobą pieniędzy. Chroniłem to, co moje”.
Wstała i podeszła do regału z książkami. Za rzędem pięknych książek wybranych przez Françoise wyjęła tekturową teczkę.
„Kiedy się pobraliśmy, nalegałeś na intercyzę. Chciałeś chronić rodzinny biznes”.
„To było normalne”.
„Tak. I ta umowa chroniła również moje oszczędności przedmałżeńskie”.
W wieku 29 lat Claire zaoszczędziła już 180 000 euro. Zaczęła pracować w wieku 16 lat, oszczędzała prawie wszystko, inwestowała roztropnie, a potem sprzedała kilka inwestycji przed ślubem. Arnaud drwił z tej kwoty.
„To ledwie tyle, ile zarabiam w ciągu kilku miesięcy” – powiedział jej.
Dla niej jednak było to wyjście z sytuacji. Jej były szef, Marc Bessières, radził jej, żeby nigdy nie zamykała drzwi.
W dniu, w którym złożyła rezygnację, poradził jej, żeby prowadziła konto na swoje nazwisko i dbała o aktualność certyfikatów. Zaśmiała się, przekonana, że Arnaud nigdy nie będzie takim człowiekiem. Marc i tak wręczył jej swoją wizytówkę.
„Kiedy będziesz tego potrzebowała, zadzwoń, zanim się wstydzisz”.
Przez pierwszy rok Arnaud wciąż jej słuchał i z dumą opowiadał, że poślubił błyskotliwą kobietę. Potem kolacja podana 20 minut za późno stała się lekceważąca, osobisty wydatek – stratą, a firmowy wyjazd – zagrożeniem.
Kiedy Françoise się wprowadziła, sytuacja znacznie się skomplikowała.
„Ona odpoczywa cały dzień, podczas gdy ty pracujesz” – szepnęła do syna.
„Żona, która kocha męża, nie sprzeciwia mu się w obecności innych”.
„Dziewczyna z Beaumont byłaby lepszym wyborem. Jej ojciec może otworzyć każde drzwi w regionie”.
Arnaud powtórzył te słowa, jakby były jego własnymi.
Sześć miesięcy wcześniej, po kłótni, podczas której groził jej obcięciem budżetu, Claire wyciągnęła wizytówkę Marca.
Spotkali się na Rue Mercière. Powiedziała mu wszystko.
„Nie jesteś słaba” – powiedział jej Marc. „Jesteś odizolowana”.
Wraz z prawnikiem potwierdził, że jego 180 000 euro pozostaje jego wyłączną własnością.
Claire znów zaczęła czytać raporty publiczne, analizy ruchu i decyzje planistyczne. Arnaud mówił o 24-hektarowym terenie w pobliżu Saint-Priest, na Wschodnim Wybrzeżu. Zdała sobie sprawę, że rozbudowa linii tramwajowej, wspomniana w raportach dostępnych dla wszystkich, uczyniła to miejsce o wiele bardziej strategicznym, niż się spodziewała.
Razem z Markiem założyła uproszczoną spółkę akcyjną (SASU) o nazwie Morel Participations. Zainwestowała swoje 180 000 euro plus 12 000 euro zaoszczędzone z osobistego budżetu i dołączyła do akcjonariuszy przed podwyżką cen akcji.
„Inwestowałaś w Rives de l’Est?” zapytał Arnaud drżącym głosem.
„Dwa miesiące przed tobą”.
Françoise ciężko usiadła.
„Ile?”
„Działka została sprzedana wczoraj grupie specjalizującej się w parkach biznesowych. Po odliczeniu kosztów i naliczonych podatków, moja firma otrzymała dziś rano 2 130 000 euro”.
Arnaud wpatrywał się w podłogę.
„A ja?”
„Twoja inwestycja powinna przynieść ci około 760 000 euro. Kupiłaś później, po znacznie wyższej cenie”.
Uniósł głowę, zraniony nie tyle różnicą, co faktem, że odniosła sukces bez niego.
„Wykorzystałeś moje dane”.
„Wykorzystałem dokumenty publiczne, moje umiejętności i moje pieniądze. Podsłuchane rozmowy dały mi nazwę projektu, a nie wyniki analizy”.
Françoise zaczęła krzyczeć.