Spokój, który był zbyt idealny.
Spokój, którego uczysz się, gdy za dużo krzyczysz w pokojach, do których nikt nie przychodzi.
„Dam ci piętnaście tysięcy euro, jeśli pójdziesz ze mną dziś wieczorem”.
Zaśmiałem się.
Oschłym, nerwowym, idiotycznym śmiechem.
„Proszę pani, chyba pomyliła pani osobę”.
Położyła na ladzie grubą kopertę.
Banknoty.
Czysty.
Następny w kolejce.
Prawdziwy.
Barman przestał wycierać szklankę.
Dwóch facetów przy oknie wykuszowym udawało, że obserwują deszcz na Boulevard de Clichy, ale tak naprawdę obserwowali nas.
Kobieta lekko się do mnie nachyliła.