Kiedy w końcu założyła sukienkę, zobaczyła kobietę, która wyglądała na silną i zdolną stawić czoła każdej burzy. „Mamo, wyglądasz jak gwiazda filmowa!” – krzyknęła Mason, otwierając drzwi.
„Nie, wygląda jak królowa” – poprawił Toby, stojąc nieruchomo. Maxwell przybył kilka godzin później i na chwilę zapomniał się odezwać, kiedy ją zobaczył.
„Wyglądasz dokładnie tak, jak miał nadzieję, że już nigdy nie będziesz wyglądać” – powiedział Maxwell z cichą intensywnością. Biała limuzyna podjechała na krawężnik, a chłopcy o mało nie wyskoczyli z radości.
Jechali przez miasto, a bliźniaki przyciskały twarze do przyciemnianych szyb, żeby zobaczyć palmy. „Czy teraz jesteśmy bogaci?” – zapytał Mason, patrząc na skórzane siedzenia.
„Nie, po prostu jesteśmy prowadzeni w bardzo ważne miejsce” – odpowiedział łagodnie Maxwell. „Ważne jest to, co ludzie chronią, gdy są bogaci, to po prostu to, co mogą kupić”.
Kiedy dotarli do zabytkowej kaplicy, światło słoneczne odbijało się od kamiennych murów i zadbanych żywopłotów. Justin stał przy wejściu w garniturze, który był nieco za ciasny w ramionach.
Obok niego stała jego matka Gillian, ubrana w perły i z wprawną miną, którą okazywała wszystkim. Ludzie zaczęli odwracać głowy, gdy długi biały samochód wjechał na pas dla samochodów zjazdowych.
Maxwell wysiadł pierwszy, a tłum szeptał, rozpoznając słynnego dyrektora. Potem wyciągnął rękę i podał ją Cassidy, która wysiadła z samochodu w szmaragdowej sukni.