Justin Fletcher ścisnął w palcach ciężkie zaproszenie na ślub i uśmiechnął się z złośliwością, którą zazwyczaj rezerwuje się dla zwycięstwa w sądzie. Nie był to wyraz twarzy człowieka podekscytowanego widokiem rodziny ani świętowaniem urodzin kuzynki Paige, której imię wytłoczono złotymi literami na drogim papierze.
Siedział w samochodzie przed kawiarnią w ruchliwej części Phoenix, obserwując fale upałów odbijające się od asfaltu parkingu. Jedną rękę trzymał na kierownicy, a drugą unosił zaproszenie, chroniąc je przed ostrym słońcem Arizony.
Justin nie zauważył ciężarówki dostawczej blokującej pas ani turystów kłócących się o mapę w pobliżu zakurzonej palmy. Był zajęty wyobrażaniem sobie swojej byłej żony, Cassidy, i wyobrażał ją sobie dokładnie tak, jak potrzebował jej, aby jego plan się powiódł.
Chciał, żeby wyglądała na wyczerpaną i pokonaną, żeby wszyscy widzieli, że odejście od niej było jego najlepszą decyzją. Wyobrażał ją sobie, jak przybywa na ślub w prostej sukience, z bliźniakami uczepionymi jej dłoni, a jej włosy pozostają nieuczesane z braku czasu.