Toby podniósł wzrok znad swoich równych rzędów klocków i stanął przy jej kolanie. „Czy tatuś będzie?” zapytał poważnym tonem.
„Tak, chce, żebyśmy go zobaczyli” – odpowiedziała Cassidy, głaszcząc Toby’ego po włosach. „Czy chce, żebyśmy tam byli, bo nas kocha, czy dlatego, że chce, żeby ludzie mu klaskali?” – zapytał Toby.
Bezpośredniość pytania sprawiła, że Cassidy chciało się płakać bardziej niż jakakolwiek obelga, jaką kiedykolwiek jej Justin wystosował. Tak bardzo starała się ukryć przed nimi jego egoizm, wynajdując wymówki dla jego częstych nieobecności.
Powiedziała im, że jest zajęty albo zestresowany, ponieważ uważała, że dzieci powinny odkrywać wady rodzica powoli. Ale dzieci niełatwo oszukać, gdy prawda stoi tuż przed nimi każdego dnia.
„Tata po prostu lubi mieć dużą publiczność” – przyznała Cassidy, bo nie mogła już dłużej kłamać. Mason dotknął jej policzka i szepnął, że ma łzy w oczach.
Nagle jej telefon zaczął dzwonić z numerem, którego nie rozpoznała. Prawie odrzuciła połączenie, bo nieznane numery zazwyczaj oznaczały windykację lub rachunki ze szpitala.
„Halo?” – zapytała, w końcu decydując się odebrać. „Czy to Cassidy Thorne?” – zapytał spokojny męski głos z drugiej strony.
„Kto dzwoni?” – zapytała, gestem nakazując chłopcom milczenie. „Nazywam się Maxwell Kendrick i przepraszam, że dzwonię bez przedstawienia”.
Cassidy wstała tak gwałtownie, że Mason o mało nie zsunął się z kanapy. „Dlaczego do mnie dzwonisz?” – zapytała obronnym tonem.
„Byłem wcześniej w bistro i podsłuchałem, jak twój były mąż głośno rozmawiał o ślubie” – powiedział Maxwell. „Wspomniał twoje imię i opowiedział o wiadomości, którą ci wysłał w sprawie sukcesu”.
Cassidy poczuła, jak zalewa ją fala upokorzenia, ściskając telefon. „Dlaczego to cię obchodzi?” – zapytała.