W dniu uroczystości w liceum Marie siedziała w pierwszym rzędzie, mocno zaciskając dłonie, by stłumić emocje.
Po jej prawej stronie Julien milczał, bardziej zdenerwowany, niż kiedykolwiek by się przyznał.
Nie odważył się nawet za wcześnie klaskać, jakby bał się, że zajmie zbyt dużo miejsca.
Kiedy wywołano nazwisko Gabriela, młody mężczyzna wszedł na scenę, by nagrodzić go brawami.
Otrzymał dyplom, a następnie nagrodę za wybitne osiągnięcia.
Dyrektor podał mu mikrofon, by mógł powiedzieć kilka słów.
Gabriel rozejrzał się po sali.
Jego wzrok spoczął na matce.
Potem na Julienie.
I z drżącym uśmiechem powiedział:
„Mamo… Tato… to dla ciebie”.
Julien zamarł.
Przez chwilę zdawał się nie rozumieć tego, co właśnie usłyszał.
Potem jego oczy wypełniły się światłem.
Marie odwróciła głowę w jego stronę.
I po raz pierwszy od bardzo dawna to, co w nim zobaczyła, już jej nie bolało.
Bo w tamtej chwili przeszłość nie była już otwartą raną.