Czytał cicho. Każdą stronę. Każdy podpis. Każdy ostemplowany paragon.
Gosposia przyniosła kawę. Kierowca przyniósł walizkę Leny z zaułka. Maya zasnęła na kanapie z syropem na rękawie.
W końcu Arthur zdjął okulary.
„Twoim właścicielem jest Victor Kroll?”
Lena skinęła głową. „Jest właścicielem połowy bloku”.
„A prawnik?”
„Daniel Voss”.
Usta Arthura ledwo się poruszyły. „Oczywiście”.
„Znasz ich?”
„Znam ich typ”.
Tego popołudnia Victor Kroll przybył do budynku w białym garniturze i butach z wężowej skóry, śmiejąc się do telefonu. Jego prawnik szedł obok niego, szczupły i elegancki, niosąc skórzaną teczkę. Za nimi szła Marina Bell, siostrzenica dyrektora banku, z czerwoną szminką na ustach i uśmiechem z noży.
Lena stała przed holem z Arthurem.
Victor zobaczył ją i rozłożył ramiona. „Jeszcze tu jesteś? To wzruszające”.
Marina uśmiechnęła się krzywo. „Powinnaś spróbować w schronisku. Przyjmują matki”.
Daniel Voss spojrzał z Arthura na Lenę. „Proszę pana, ta kobieta narusza prawo do prywatności. Zakończyliśmy już legalny transfer”.
Arthur nic nie powiedział.
Victor nachylił się do Leny. „Powinnaś mi podziękować. Pozwoliłem ci latami żyć w ukryciu”.
„Zapłaciłam pełną cenę” – powiedziała Lena.
„Zapłaciłeś czynsz” – odparł Wiktor. „Tak robią tacy jak ty. Płacisz i odchodzisz”.
Maya kurczowo trzymała się płaszcza Leny.
Artur w końcu się odezwał. „Złożyłeś wczoraj wniosek o przeniesienie własności?”
Daniel się uśmiechnął. „Całkowicie legalnie”.
„U którego notariusza?”
Uśmiech prawnika drgnął. „To nie twoja sprawa”.
„Będzie”.
Wiktor się roześmiał. „Staruszku, kup jej kanapkę i idź dalej”.
Artur przyglądał mu się ze spokojną, przerażającą cierpliwością.
„Wybrałeś niewłaściwą kobietę”.