„Nie” – odpowiedziałam po prostu. „Niektóre mosty są po to, by je spalić, żeby wróg nie mógł ich przekroczyć”.
Moi rodzice dokonali wyboru w te pamiętne święta Bożego Narodzenia. Zdecydowali się zatrzasnąć drzwi przed bezbronną niewinnością. Ja również dokonałam wyboru. Zdecydowałam się być architektką ich upadku, zburzyć przywilej, który chronił ich okrucieństwo, i zapewnić, że moje córki nigdy, przenigdy nie będą musiały pytać, czy są bezpieczne.
Ludzie mogą oceniać powagę mojego gniewu. Mogą go nazwać bezlitosnym, przesadnym lub mściwym.
Ale ci ludzie nigdy nie musieli wynosić nieprzytomnego trzylatka z oddziału urazowego. Nigdy nie musieli patrzeć, jak ich ośmiolatek krzyczy z przerażenia na dźwięk zamykanych drzwi.
Śpię pięknie w nocy. Moje córki mają się dobrze. Mój mąż jest silny. Jesteśmy otoczeni przez wybraną rodzinę, która poszłaby za nami w ogień. A gdzieś po drugiej stronie miasta Arthur i Helen Vance budzą się w ciemności, przygotowując się do kolejnej wyczerpującej zmiany w ruinach imperium, które własnoręcznie spalili.
To nie zemsta.
To doskonała, niezaprzeczalna sprawiedliwość.