Dr Evans przyjął ich na obserwację, ostrzegając mnie przed poważnym ryzykiem arytmii serca związanej z hipotermią u dzieci. Siedziałam między ich łóżkami przez trzy godziny, śpiewając ciche kołysanki, aż środki uspokajające w końcu wciągnęły ich w głęboki, regenerujący sen.
Gdy ich tętno się ustabilizowało, poszłam jak duch do windy i pojechałam nią na oddział pooperacyjny.
David nie spał. Był pod wpływem silnych leków, miał bladą i posiniaczoną twarz, ale jego wzrok śledził mnie, gdy wchodziłam do ciemnego pokoju. Usiadłam na winylowym krześle obok jego łóżka. Głosem całkowicie pozbawionym modulacji opowiedziałam mu o ostatnich czterech godzinach. Opowiedziałam mu o zamkniętych drzwiach. O dwumilowej wędrówce w Zamieć. Niebieski odcień ust Ruby. Gerald Fitzpatrick.
Twarz Davida całkowicie zbladła. Monitory monitorujące jego funkcje życiowe gwałtownie się zaostrzyły, szczęka mu się zacisnęła, a dłonie zacisnęły się w pięści, opierając je na białej pościeli.
„Twoi rodzice…” – wyszeptał David, a jego głos drżał z cichej, śmiertelnej wściekłości. „Oddali nasze dzieci w czasie zamieci? Żeby zamarzły?”
„Tak.”
Cisza zapadła w pokoju, ciężka i dusząca. Za oknem śnieg kontynuował swój nieustanny, gwałtowny atak na miasto.
„Saro” – wyszeptał David, wpatrując się we mnie wzrokiem. „Co zamierzasz zrobić?”
Spojrzałam na swoje dłonie. Były idealnie stabilne. Drżenie ustało.
„Zamierzam upewnić się, że dokładnie zrozumieją, co zrobili” – odpowiedziałam, a słowa smakowały jak żelazo. „Ale nie użyję głosu. Krzyczenie na potwory tylko je usprawiedliwia.” Zamierzam ich zburzyć”.
Artur i Helen Vance zawsze byli architektami swojego nieskazitelnego wizerunku publicznego. Byli założycielami Vance Financial Solutions, butikowej firmy księgowej, która obsługiwała najbogatsze małe firmy w hrabstwie. Całe ich istnienie opierało się na iluzji szacunku, zaufania i filarów wspólnoty. Uwielbiali imprezy w klubach wiejskich i brzydzili się wszystkim, co „nieuporządkowane”.