Maria stała tam, zaciskając dłonie na fartuchu, niezdolna zrobić kroku naprzód. Czuła, jak wszystko wokół niej wiruje. Wiedziała, co się wydarzy. A przynajmniej obawiała się, że wie.
Alejandro de la Vega drżał. Nie z powodu kryzysu, ale z powodu czegoś głębszego, starszego.
„Bransoletka…” powtórzył powoli, niemal bezgłośnie. Skąd ją masz?”
Sofia spojrzała na niego zdezorientowana, a potem na matkę, jakby prosiła o pozwolenie na odpowiedź.
— Ja… nie wiem… Mama mówi, że znalazła mnie przy sobie.
Słowo „znaleziono” spadło na pokój niczym kamień.