Starsza kobieta zatrzymała się w pół kroku.
Spojrzała na Claire tak, jakby nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś w takim miejscu mówi do niej łagodnie.
— Naprawdę możemy? — zapytała cicho.
Claire uśmiechnęła się.
— Oczywiście. Proszę się nie spieszyć.
Starszy mężczyzna zerknął na Biankę, która stała kilka metrów dalej z założonymi rękami i miną, jakby ktoś właśnie wprowadził do salonu bezpańskiego psa.
— Nie chcemy sprawiać kłopotu — powiedział.
— Nie sprawiają państwo żadnego kłopotu — odparła Claire. — Ten butik jest otwarty dla klientów. A klientem jest każdy, kto przekracza próg z szacunkiem.
To ostatnie zdanie wypowiedziała spokojnie.
Ale Bianca usłyszała je doskonale.
Jej oczy zwęziły się.
Claire podprowadziła starszą parę do jednej z gablot.
— Szukają państwo czegoś konkretnego? Prezentu? Pamiątki? Może czegoś na specjalną okazję?
Starsza kobieta dotknęła palcami paska swojej wyblakłej torebki.
— Chcieliśmy zobaczyć broszkę. Taką delikatną. Moja… — urwała na moment, jakby szukała słowa — moja przyszła synowa lubi drobne rzeczy. Nie takie krzykliwe.
Claire skinęła głową, jakby to było najważniejsze zamówienie tego dnia.
— W takim razie pokażę państwu coś subtelnego.
Wyjęła z gabloty niewielką broszkę w kształcie gałązki oliwnej, wysadzaną drobnymi perłami i jednym małym szafirem pośrodku.
Starsza kobieta westchnęła.
Nie z zachwytu bogatej klientki.
Tylko jak ktoś, kto przez chwilę zobaczył coś pięknego i wiedział, że nie należy do jego świata.
— Jest śliczna — wyszeptała.
Claire położyła broszkę na aksamitnej podkładce.
— Można ją przypiąć do płaszcza, sukienki albo nawet do prostej chusty. Nie dominuje. Raczej zostawia po sobie wrażenie.
Starszy mężczyzna zapytał:
— Ile kosztuje?
Bianca prychnęła pod nosem.
Claire usłyszała.
Ale nie zareagowała.
— Szesnaście tysięcy złotych — odpowiedziała spokojnie.
Starsza kobieta spuściła wzrok.
— Rozumiem.
Było w tym jednym słowie coś tak cichego, że Claire poczuła ucisk w sercu.
Nie wiedziała, kim są.
Nie wiedziała, czy naprawdę mogą kupić broszkę, czy tylko przyszli popatrzeć.
Ale wiedziała jedno: nikt nie powinien czuć się mały tylko dlatego, że patrzy na coś drogiego.
— Mamy też piękne jedwabne apaszki z ręcznie haftowanym monogramem — powiedziała łagodnie. — Są znacznie tańsze, a potrafią być bardzo osobistym prezentem.
Starsza kobieta podniosła oczy.
— Nie będzie pani zła, jeśli tylko obejrzymy?
Claire prawie się uśmiechnęła.
— Nie jestem tu od złości. Jestem tu od pomagania.
W tym momencie Bianca nie wytrzymała.
Podeszła z szybkim, ostrym krokiem.
— Claire, manager chce cię na zapleczu.
Claire odwróciła się.
— Teraz obsługuję klientów.
— Nie klientów. Zwiedzających.
Starszy mężczyzna lekko zmrużył oczy.
Claire poczuła, jak w jej wnętrzu rośnie coś gorącego.
Nie gniew krzykliwy.
Ten gorszy.
Spokojny.
— Bianca, proszę nie mówić tak o osobach, które są w naszym salonie.
Bianca zaśmiała się krótko.
— Och, proszę cię. Za chwilę będziemy czyścić podłogę po tych butach.
Starsza kobieta cofnęła stopę, jakby nagle naprawdę poczuła się winna, że zostawiła ślad błota na marmurze.
Claire spojrzała na nią i serce jej pękło.
— Marmur można umyć — powiedziała cicho. — Upokorzenia nie zawsze.
W salonie zapadła cisza.
Jedna z młodszych sprzedawczyń opuściła wzrok.
Ochroniarz przy wejściu udawał, że sprawdza tablet.
Bianca pobladła ze złości.
— Uważaj, Claire.
— Uważam.
— Wiesz, do kogo należy ten butik?
Claire spojrzała jej prosto w oczy.
— Do ludzi, którzy mam nadzieję nie chcieliby, żeby ich nazwisko było używane do poniżania kogokolwiek.
Bianca przez chwilę wyglądała, jakby miała ją spoliczkować.
Potem uśmiechnęła się lodowato.
— Zobaczymy.
Starsza kobieta położyła dłoń na ramieniu Claire.
— Dziecko, naprawdę nie trzeba. My możemy wyjść.