Księga Cichych Długów
Rozdział 1: Żałoba i rabusie
Wróciłam z cmentarza, czując przytłaczający ciężar wilgoci z kościoła św. Augustyna, który oblepiał moją czarną jedwabną suknię niczym druga, niechciana skóra. Powietrze w samochodzie było gęste od mdłego zapachu lilii pogrzebowych i metalicznego posmaku nagłego, nadmorskiego deszczu. Pchnęłam ciężkie dębowe drzwi naszego mieszkania, spodziewając się, że powita mnie głucha, dźwięczna cisza, która następuje po wielkiej stracie – taki spokój, w którym żal wreszcie może zdjąć buty i pozostać na dłużej.
Zamiast tego weszłam w gorączkowy ula aktywności, który pachniał chciwością i tanimi perfumami.