Rozdział 1: Zaciemniona latarnia morska
Cienie tulące się do frontowej fasady naszego domu były pierwszym objawem rozkładu. Wyłączyłam silnik mojego sedana dokładnie o 6:14 rano, rześkie listopadowe powietrze przedostawało się przez deski podłogowe, i wpatrywałam się w przednią szybę. Światło na ganku zgasło.
Przez trzy nieprzerwane lata ta pojedyncza żółta żarówka była moim światłem. Mój mąż, Marcus, znał dokładny rytm moich wyczerpujących nocnych zmian. Każdego ranka, bezbłędnie, to światło rozświetlało przedświtowy mrok. Drażniłam się z nim, nazywając go moim wiernym latarnikiem, czuwającym przy zniszczonym statku. Śmiał się, całował mnie w czoło i podawał mi parujący kubek ciemnej, palonej kawy, którą zaczął parzyć w chwili, gdy moje opony dotknęły asfaltu.
Ale dzisiaj w latarni było ciemno.