Po raz trzeci wygładziłam tkaninę mojej grafitowej jedwabnej sukienki i szepnęłam cicho, żeby przestały drżeć. To był strój, który rezerwowałam na ważne spotkania rodzinne: skromny, elegancki i celowo niewidoczny.
Nie chciałem dawać Serenie powodu do posyłania jej jednego z tych ostrych, współczujących uśmiechów, jednocześnie mówiąc, że w końcu postanowiłem się elegancko ubrać na tę okazję. W wieku siedemdziesięciu siedmiu lat dawno porzuciłem wyczerpującą gonitwę za modą, ale wciąż głęboko wierzyłem w to, że trzeba się pokazać z godnością.
Mój syn, Wesley, wspomniał, że kolacja jest punktualnie o siódmej. Spojrzałem na zegarek i uświadomiłem sobie, że mam jeszcze całą godzinę ciszy do zniesienia.