Uśmiech Sereny natychmiast zniknął, zastąpiony zimnym, twardym spojrzeniem. „Jesteś strasznie dramatyczny. Zbudowaliśmy cały nasz styl życia wokół twojego wsparcia”.
„Właśnie w tym tkwi problem, Sereno” – powiedziałem. „Zbudowałaś życie na założeniu, że moja hojność to coś, do czego masz prawo, jak prąd czy woda”.
Powiedziała mi, że będę żałować, że jestem sama na starość i że popełniam straszny błąd. Odprowadziłam ją do drzwi i powiedziałam, że wolę być sama, niż być otoczona ludźmi, którzy kochają mnie tylko ze względu na mój bilans.
Kolejne tygodnie były spokojne i dziwne. Wesley często dzwonił z przeprosinami, które ostatecznie przerodziły się w prośby o pieniądze, ale ja pozostałam stanowcza.
Leo, mój wnuk, zadzwonił do mnie kiedyś, bo jego karta kredytowa została odrzucona w restauracji. Powiedziałem mu, żeby znalazł pracę i sam zapłacił rachunek, a on w przypływie złości się rozłączył.
Jade jednak ciągle przychodziła. Pomagała mi w ogrodzie, przynosiła książki i ani razu nie wspomniała o pieniądzach. To ona powiedziała mi, że Wesley i Serena postanowili sprzedać duży dom szeregowy i przenieść się do skromniejszego mieszkania po drugiej stronie miasta.
W maju Clara przyszła z broszurą turystyczną i figlarnym błyskiem w oku. „Jedziemy na tydzień w Góry Błękitne, Sylwio, i nie waż się odmówić”.
Spędziliśmy tydzień, jeżdżąc po górach, zatrzymując się w przytulnych zajazdach i jedząc w lokalnych jadłodajniach. Uświadomiłem sobie, że nie śmiałem się tak głośno od piętnastu lat.
W czerwcu zrobiłam coś jeszcze odważniejszego. Zarezerwowałam samotną podróż do Włoch, miejsca, o którym zawsze marzyliśmy z Arthurem, ale nigdy do niego nie dotarliśmy.