Ciąg dalszy historii
— Trzy lata milczałam — ciągnęła Marta. — Ogórki, czosnek, teraz truskawki. Nie krzyczałam. Nie oskarżałam. Ale to jest moje. Łukasz wbił wzrok w ziemię. — Myśleliśmy… że masz dużo… — A pomyśleliście, żeby zapytać? Znowu cisza. Inga ciężko westchnęła. — Dobrze. Wystarczy. Do domu, wszyscy. Już. Dzieci odeszły, chowając twarze. Ona została przy ogrodzeniu. — Mogłaś po prostu porozmawiać. — Rozmawiałam — odpowiedziała Marta. — Nie słuchałaś. Inga spuściła wzrok. — Ja… nie myślałam, że to aż tak. — Teraz już myślisz. Minęło kilka sekund. — Wszystko wynagrodzę — powiedziała cicho Inga. — I… to się więcej nie powtórzy. Marta skinęła głową. — W takim razie barwnik nie będzie już potrzebny. *** Po kilku dniach ogrodzenie jakby stało się wyższe, choć pozostało takie samo. Nikt się do niego nie zbliżał. Dzieci omijały działkę szerokim łukiem. A jeszcze tydzień później Marta znalazła na furtce torbę. W środku były starannie ułożone produkty i kartka: „Przepraszamy. To była nasza wina”. Bez podpisu. Marta długo trzymała ją w rękach. Wieczorem znów siedziała na werandzie. Herbata z miętą, cisza i na talerzu kilka dużych, dojrzałych truskawek. Wzięła jedną, spojrzała na nią i cicho powiedziała: — Teraz uczciwie. I po raz pierwszy od dawna ta cisza nie wydawała się już pusta.