zadowolona? — Nie — odpowiedziała szczerze. — Ale przynajmniej wszystko jest teraz na swoim miejscu. Przeciągnął dłonią po twarzy. — I co teraz? Eliza podeszła do stołu, wzięła swoją filiżankę, napiła się już wystygłej herbaty. — Teraz? — powtórzyła. — Teraz pakujesz swoje rzeczy. — Mówisz poważnie? — Jak najbardziej.
Ciąg dalszy historii
— A mama? Spojrzała na niego uważnie. — To już nie mój problem. Usiadł, jakby nagle opuściły go siły. — Eliza… może my… jakoś… — Nie — powiedziała miękko, ale stanowczo. I w tym „nie” nie było ani złości, ani histerii. Tylko kropka. Skinął głową. Powoli. Rozumiejąc. Po godzinie w mieszkaniu zrobiło się nienaturalnie cicho. Po dwóch — pusto. A wieczorem Eliza otworzyła okno. Wpuściła powietrze. Długo stała, patrząc na miasto. I po raz pierwszy od dawna nie czuła ani ciężaru, ani oczekiwania. Tylko dziwny, nieznany spokój. — Mała prawda — powiedziała cicho do siebie. — A ile miejsca robi. I zamknęła oczy. Teraz — naprawdę wszystko.