
…Marianna zapiszczała, cofnęła się i zaczęła gniewnie ocierać rękaw. — Zwariowałaś?! Co ty wyprawiasz, dziewczyno?! W chlewie porządek większy! — wysyczała, drżąc z oburzenia. Emma stała nieruchomo, ciężko oddychając, z mokrym ręcznikiem przyciśniętym do piersi. Spojrzenie miała zimne jak lód. W końcu powiedziała cicho, lecz wyraźnie: — Wie pani co, Marianno? Myślę, że pani po prostu nas nienawidzi. Nie może pani znieść, że żyjemy własnym życiem, w swoim domu, bez pani zasad. — Nienawidzę? Ja? — prychnęła teściowa. — Ja was kocham! Po prostu się pozmienialiście. Nikt starszej kobiety nie szanuje. — Kocha pani? — Emma parsknęła śmiechem. — Po tym wszystkim? Kiedy przez panią cała kuchnia wygląda jak kostnica? Łukasz spuścił głowę. — Mamo… naprawdę przesadziłaś. Powinnaś przeprosić — powiedział cicho. Marianna wyprostowała się gwałtownie, w oczach błysnęły iskry. — Przeprosić?! Kogo? Ją?! To ja wam kwiatki podlewałam, kota karmiłam, a teraz mam przepraszać? Niedoczekanie! — Dość! — głos Emmy załamał się. — Ty niczego nie podlewałaś, ty zniszczyłaś! Każdy kawałek, każdą porcję, wszystko, co przygotowywaliśmy razem. To były godziny mojej pracy, dni mojego życia! A ty to wszystko obróciłaś w gnój, żeby zaoszczędzić kilka złotych! Zapadła cisza. Tylko pojedyncze krople brudnej cieczy skapujące z drzwiczek zamrażarki przypominały o katastrofie.