Czarne balony uniosły się w górę niczym ciemna fala.
„Trzy! Dwa! Jeden!”.
Podnieśliśmy wieko.
Czarne balony uniosły się w górę niczym ciemna fala.
Nie różowe.
Nie niebieskie.
Czarne.
OSZUSTKA.
Każdy balon miał wytłoczony błyszczącym srebrem napis:
OSZUSTKA.
Konfetti wystrzeliło w górę i opadło – maleńkie, czarne, złamane serduszka opadły na włosy, ramiona, lukier, na wszystko.
Na podwórku zapadła przerażająca cisza, w której słychać, jak ktoś przełyka ślinę.
Wtedy rozległ się rój szeptów.
„Co to znaczy?”
Harper wyglądała, jakby została trafiona paralizatorem.
„Czy to jakiś żart?”
„O mój Boże.”
„Czekaj, co?”
Twarz Blake’a zbladła tak szybko, że aż zrobiło się to imponujące.
Harper wyglądała, jakby została trafiona paralizatorem.
Blake odwrócił się do mnie niskim, ostrym głosem. „Rowan, co to, do cholery, jest?”
Zrobiłam krok naprzód, spokojna jak bibliotekarka.
„To ujawnienie prawdy.”
„To nie ujawnienie płci” – powiedziałam.
Głowy zwróciły się w moją stronę.
„To ujawnienie prawdy.”
Matka Blake’a wydała z siebie cichy, przerażony dźwięk. „Blake…?”
Wskazałam na męża.