Potem poszłam do garażu i wymieniłam pudełko z napisem „Response Box”.
Zrobiłam jeszcze jedną rzecz, po cichu.
Spakowałam małą torbę podróżną i zostawiłam ją w bagażniku.
W ciąży czy nie, nie chcę być uwięziona w domu z facetem, który uważa mnie za idiotkę.
Blake manipulował tłumem, jakby kandydował na urząd.
Sobota nadeszła jasna i zimna. Dzień, w którym słońce wygląda pięknie, ale powietrze kąsa.
O 14:00 podwórko było pełne.
Rodzina. Przyjaciele. Kamery. Głośny śmiech.
Blake manipulował tłumem, jakby kandydował na urząd.
„Będę tatą!” „Uwierzysz?” „Rowan radzi sobie świetnie”.
Ludzie mu gratulowali.
„Jestem z ciebie taki dumny”.
Chłonął to z zachwytem.
Jego mama przytuliła mnie i wyszeptała: „Jestem z ciebie taka dumna”.
O mało się nie załamałam. Jej dobroć była jak sól na ranę.
Potem pojawiła się Harper w miękkiej niebieskiej sukience, niosąc pastelowe ciasteczka, jakby była Wróżką Niewinności.
Uścisnęła mnie i wyszeptała: „Jestem taka podekscytowana”.
Odszepnęłam: „Ja też”.
Wszyscy zebrali się wokół dużego białego pudełka.
Jej dłonie zmarzły.
Moja ciotka pochyliła się i powiedziała: „Harper jest taka pomocna. Masz szczęście, że ją masz”.
Skinęłam głową i ugryzłam się w język tak mocno, że poczułam smak krwi.
Wszyscy zebrali się wokół dużego białego pudełka.
Wzniosły się telefony.
Mój wujek krzyknął: „Chodźmy!”.
Blake objął mnie w talii, promiennie uśmiechając się do kamer.
Czyjeś dziecko krzyknęło: „RÓŻOWY! Chcę kuzynkę!”.
Harper stała trochę za blisko Blake’a, uśmiechając się, jakby go posiadała.
Blake objął mnie w talii, promiennie uśmiechając się do kamer.
„Gotowa, kochanie?” mruknął.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. „Więcej niż myślisz”.
Ktoś zaczął odliczanie.