Potem, delikatnie: „Czarny?”
„Tak” – powiedziałam. „I potrzebuję napisu na każdym balonie”.
„Jakie słowo?”
„OSZUSTKA”.
Jej
Jej głos zmienił się w ton, którego używają kobiety, gdy rozpoznają wspólnego wroga.
„Jeśli to robimy, robimy to dobrze”.
„Rozumiem”, powiedziała. „Chcesz matowe czy błyszczące?”
Mrugnęłam. Nawet w żałobie doceniłam profesjonalizm.
„Błyszczące”, powiedziałam. „Jeśli to robimy, robimy to dobrze”.
Cichy śmiech z jej strony. „Ile?”
„Wystarczająco, żeby było… oczywiste”.
„A konfetti?” zapytała.
Później tego samego dnia przyniosłam do sklepu kopertę.
„Czarne”, powiedziałam. „Złamane serca, jeśli je masz”.
„Mamy”, powiedziała. „Odbiór jutro”.
Później tego samego dnia przyniosłam do sklepu kopertę.
W środku: wydrukowane zrzuty ekranu. Widoczne imiona. Widoczne daty. Bez pola manewru.
Kobieta nie zadawała pytań. Po prostu skinęła głową i wsunęła je do pudełka, jakby przypieczętowywała klątwę.
„Kilku mężczyzn” – mruknęła.
W piątek wieczorem Harper przyszła, żeby „pomóc w dekorowaniu”.
„Kilka sióstr” – powiedziałam.
Spojrzała mi prosto w oczy. „Kochanie, niech się liczy”.
W piątek wieczorem Harper przyszła, żeby „pomóc w dekorowaniu”.
Przytuliła mnie. Za mocno.
„Wyglądasz tak słodko” – powiedziała, wpatrując się w mój brzuch.
„Dzięki” – powiedziałam. „Czuję się jak zmęczony wieloryb”.
Blake wszedł do pokoju, a całe ciało Harper się poruszyło.
Zaśmiała się. „Blake musi być taki podekscytowany”.
Blake wszedł do pokoju, a całe ciało Harper się poruszyło. Zmiękło. Jakby pochylała się ku niemu, nie ruszając nogami.
Blake powiedział: „Hej, Harp”.
Sposób, w jaki to powiedział, sprawił, że przeszedł mnie dreszcz. Znajomy. Intymnie.
Harper się uśmiechnęła. „Hej”.
Zachowałam pogodny ton. „Czy możecie powiesić lampiony na płocie?”
Spakowałam małą torbę podróżną i zostawiłam ją w bagażniku.
Poruszali się razem jak zgrany zespół.
Obserwowałam przez okno w kuchni dokładnie przez 10 sekund.