„Och, Valeria… nie traktuj tego poważnie”.
„Nie?”
„To był tylko żart”.
„Oczywiście”.
„Nie rób sceny” – wyszeptała. „Nie chciałbyś zawstydzić brata w takim miejscu”.
Coś we mnie wtedy się uspokoiło.
Nie gniew.
Jasność.
„Masz rację” – powiedziałem. „To miejsce zasługuje na szacunek”.
Uśmiechnęła się, myśląc, że wygrała.
„Dokładnie”.
Odwzajemniłem uśmiech. „Dlatego proszę, żebyś więcej tak nie mówił – do personelu, gości ani nikogo, kogo uważasz za gorszego od siebie”.
Wyraz jej twarzy się zmienił. „Przepraszam?”
„Porozmawiam też z kierownictwem o tym, jak przebiega ta impreza”.
Zaśmiała się. „Pan? Porozmawiać z kierownikiem?”
W tym momencie podszedł Don Emilio – dyrektor generalny hotelu. Pracował kiedyś z moim dziadkiem, zanim zaczął pracować ze mną.
„Pani Valeria” – powiedział z szacunkiem. „Czy wszystko w porządku?”
Cisza zapadła natychmiast.
Daniela zamrugała. „Pani…?”