„A teraz?”
„Teraz wiem, że Cassandra zbudowała drugi rurociąg pod moim dachem”.
„Masz nadzieję, że uwierzę, że nie wiedziałeś?”
„Nie obchodzi mnie, w co wierzysz. Interesuje mnie to, że w moim domu jest dziecko sprzedawane, żeby wymazać świadka”.
„Marcus…”
„Wsiadam do samolotu. Jeśli twoich ludzi nie będzie na miejscu, kiedy przylecę, zajmę się Cassandrą po swojemu”.
„To brzmiało jak groźba”.
„Nie” – powiedział Marcus. „Dałem ci szansę, żebyś się nie domyśliła, że to się skończy masakrą”.
Po czym się rozłączył.
Jego trzeci telefon był do Lily.
Telefon zadzwonił raz, zanim odebrała. Jej oddech przyspieszył.
„Tato?”
„Jestem na lotnisku”.
„Naprawdę jedziesz?”
„Już jadę”.
„Boję się”.
„Wiem”.
„Przyparłem krzesło do drzwi. To duże niebieskie”.
„Grzeczna dziewczynka”.
„Mój królik jest na dole. Ten prawdziwy, nie spalony. Panie Hops”.
„Zajmę się nim”.
„Nie” – wyszeptała z naciskiem. „Nie idź najpierw po królika. Najpierw po mnie”.
Słowa ranią głębiej niż jakiekolwiek ostrze.
„Zawsze ty pierwsza” – powiedział Marcus.
W samolocie komercyjnym z Londynu do Los Angeles, siedząc w klasie ekonomicznej między śpiącym studentem a kobietą oglądającą konkurs pieczenia ciast, Marcus Mercer wpatrywał się w ekran w oparciu fotela i widział w ciemności tylko Lily.
Nie pił.
Nie jadł.
Nie zamknął oczu.
Jedenaście godzin temu
Pamięć za dużo miejsca.
Przypomniał sobie, jak Cassandra uczyła Lily dygnąć przed koncertem charytatywnym w muzeum, śmiała się, gdy Lily się myliła, i nazywała ją „naszym małym huraganem”.