Przypomniał sobie, jak Lily pytała, dlaczego Cassandra nigdy jej nie przytulała, kiedy taty nie było w domu.
Przypomniał sobie, jak zbagatelizowała to jako adaptację.
Przypomniał sobie nianię, która zrezygnowała sześć miesięcy po jego odejściu, mówiąc tylko: „Ten dom się zmienił”.
Przypomniał sobie, jak potem zadzwonił do Cassandry i jak Cassandra pięknie westchnęła przez telefon.
„Niektórzy pracownicy stają się zaborczy, Marcusie. Lily potrzebuje struktury, a nie służących, którzy traktują ją jak księżniczkę”.
Też w to wierzył.
Mężczyzna mógł zbudować imperium na podstawie podejrzeń, a mimo to być ślepym we własnym domu.
Ta myśl nie dawała mu spokoju, gdy samolot przelatywał nad oceanem.
Nie wściekłość.
Nie zemsta.
Poczucie winy.
O 18:38 O godzinie pacyficznej samolot wylądował na lotnisku LAX pod niebem rozciętym błyskawicami.
Marcus przeszedł przez terminal z czapką nisko na głowie i zgarbionymi ramionami. Bez świty. Bez garnituru szytego na miarę. Bez zegarka wartego więcej niż samochód. Po prostu kolejny podróżny wśród tysięcy.
Na zewnątrz, w strefie załadunku, przy krawężniku stał czarny Chevrolet Suburban.
Za kierownicą siedział Frank Russo.
Marcus wsiadł.
Przez trzy sekundy żaden z mężczyzn się nie odzywał.
Potem Russo podał mu tablet.
„Przekaz z domu jest zagrożony” – powiedział Russo. „Kamery bezpieczeństwa nagrywały z wnętrza. Mam dwa nagrania na żywo ze starych kopii zapasowych, o których istnieniu zapomnieli. Cassandra przeniosła większość personelu z terenu na galę. Zostało tylko czterech ochroniarzy, ale to nie nasi.”
„Nazwiska?”
„Prywatni kontrahenci. Wells zatrudnił ich dwa tygodnie temu za pośrednictwem podstawionego sprzedawcy.”
„Przemyt kontaktów?”
Russo stuknął w ekran.
Ziarnisty obraz z kamery drogowej ukazywał białego vana u podnóża Loma Vista Drive.
„Kobieta o nazwisku Grace Madsen. Bez uprawnień pracownika socjalnego. Dwukrotnie aresztowana w Arizonie, nigdy nieskazana. Powiązana z grupą przemycającą nieletnich poprzez fałszywe przekazywanie im opieki. Przybyła wcześniej. Pewnie czeka na telefon od Cassandry”.
Marcus wpatrywał się w vana.
Wyraz jego twarzy się nie zmienił.
Russo spojrzał na niego.
„Mogę teraz zająć dom”.
„Strzelanie zabronione, chyba że jest to konieczne”.
Brwi Russo drgnęły.
„Nie tego się spodziewałem”.