„On jest nietykalny”.
Spojrzała na niego i na chwilę uśmiech zniknął.
„Nie. Był użyteczny. Potem stał się sentymentalny”.
Po drugiej stronie sali balowej kongresmen zaśmiał się zbyt głośno. Dyrektor studia pocałował Cassandrę w oba policzki. Chór dziecięcy czekał w pobliżu sceny, by zaśpiewać piosenkę o nadziei.
Cassandra sprawdziła godzinę.
8:55.
Za niecałe dwadzieścia minut ostateczny transfer zostanie zatwierdzony. Grace Madsen zabierze Lily z domu na podstawie sfałszowanych dokumentów o tymczasowej opiece. Rano Cassandra i Nolan będą w prywatnym samolocie do Genewy, pod nazwiskami już czekającymi w sejfie.
W poniedziałek świat dowie się, że adoptowana córka Marcusa Mercera została objęta opieką po tym, jak pojawiły się oznaki porzucenia i stresu emocjonalnego.
Do wtorku, Cassand
Ra będzie płakał w telewizji.
Do środy nikt nie będzie w stanie znaleźć dziecka.
Cassandra nie czuła się winna.
Lily była problemem od samego początku.
Nie dlatego, że dziecko było trudne. Nie było. Była cicha, spostrzegawcza, spragniona uczucia w sposób, który Cassandra uważała za krępujący.
Problemem było to, co Lily robiła Marcusowi.
Przed Lily Marcus był przewidywalny. Surowy, ambitny, opanowany. Człowiek, który gromadził majątek i eliminował słabości.
Po Lily stał się wrażliwy.
Odwoływał spotkania z okazji szkolnych przedstawień. Przekładał umowy na wizyty pediatryczne. Trzymał rysunki w swoim gabinecie. Odmówił przeniesienia niektórych funduszy, ponieważ, jak kiedyś powiedział: „Chcę czystego spadku dla mojej córki”.
Czystego.
To słowo zniesmaczyło Cassandrę.
Nie było czystych pieniędzy. Tylko pieniądze z lepszym oświetleniem.
Nolan pochylił się bliżej.
„Dziewczyna za dużo słyszała”.
„Ma siedem lat”.
„Zadzwoniła do kogoś”.
Wzrok Cassandry się wyostrzył.