Domofon dzwonił tak długo, że Hania zaczęła znowu płakać.
Dawid patrzył na mnie, potem na telefon w mojej ręce, potem na rozrzucone po podłodze dokumenty.
— Wyłącz to — powiedział cicho.
— Nie.
— Kinga, błagam. Nie przy dzieciach.
Prawie się zaśmiałam.
Dopiero teraz przypomniał sobie o dzieciach.
Odebrałam telefon od pana Krzysztofa i włączyłam głośnik.
— Pani Kingo? — odezwał się właściciel. — Czy ktoś próbuje wejść do mieszkania?
— Tak. Rodzina mojego męża.
— Ja nie wyrażałem zgody na żadnych dodatkowych lokatorów. Mamy to w umowie. Dwie osoby dorosłe, dwoje dzieci. Koniec.
Dawid aż zacisnął powieki.
Z dołu znowu poleciał głos teściowej:
— Dawid! Nie wygłupiaj się! Dzieci marzną!
Podeszłam do domofonu i nacisnęłam przycisk rozmowy.
— Pani Halino, proszę nie krzyczeć. To nie jest mieszkanie Dawida.
Na klatce zrobiła się cisza.
Po chwili usłyszałam jej śmiech.
— Co ty znowu wymyślasz, dziewczyno? Myśmy wam dali pieniądze. To jest rodzinne mieszkanie.
— Nie daliście. Kazaliście je odesłać następnego dnia po weselu.
— Uważaj, co mówisz.
— Mam potwierdzenie przelewu.
Nie odpowiedziała od razu. Zamiast niej odezwał się teść.
— Kinga, nie rób wstydu. Otwórz drzwi, pogadamy jak rodzina.
— Rodzina nie przyjeżdża siedmioma osobami do cudzego mieszkania bez pytania.
Dawid rzucił się do domofonu, ale zasłoniłam mu drogę telefonem.
— Wszystko się nagrywa.
Zamarł.
Pan Krzysztof po drugiej stronie telefonu powiedział twardo:
— Pani Kingo, jadę do państwa. Proszę nikogo nie wpuszczać. Jeśli będą próbowali wejść, dzwoni pani na policję.
Teściowa usłyszała to przez domofon.
— Policję? Na własną rodzinę?
— Na osoby, które próbują wymusić wejście do mieszkania — poprawiłam ją.
Dawid opadł na krzesło. Przez chwilę wyglądał, jakby ktoś wyjął mu kręgosłup.
Ale Halina Olszewska nie była kobietą, która odpuszczała po jednym zdaniu.
Dwadzieścia minut później stała pod naszymi drzwiami. Patryk wniósł na trzecie piętro dwie ogromne walizki. Iga trzymała najmłodsze dziecko na ręku. Reszta dzieci siedziała na schodach, zmęczona i zawstydzona. Sąsiadka z naprzeciwka uchyliła drzwi.
— Kinga, otwieraj — syknęła teściowa. — Nie będziesz nas kompromitować przed obcymi.
Otworzyłam, ale zostawiłam łańcuch.
Telefon nadal nagrywał.
Teściowa od razu spróbowała pchnąć drzwi.
— Zdejmij to.
— Nie.
Jej wzrok spadł na moją walizkę, potem na płaczące dziewczynki za moimi plecami.
— Ach, więc uciekasz? Tak ci się w głowie poprzewracało od pracy biurowej? Dawid całe życie haruje, a ty zabierasz dzieci?
Wtedy Maja, która dotąd milczała, powiedziała cienkim głosem:
— Tata popchnął mamę.
Na klatce ucichło wszystko.
Nawet dzieci Patryka przestały szeleścić reklamówkami.
Teściowa spojrzała na Dawida, ale nie z troską. Z irytacją.
— Po co ją ruszałeś, jak ludzie słyszą?
To jedno zdanie nagrało się idealnie.
Dawid podniósł głowę.