„Kontrola” – wyszeptałem do mikrofonu. „Komunikacja wejścia na pokład Eagle One. Proszę utrzymać pasywny monitoring na korytarzu Pacyfiku. Proszę o sygnalizację wszelkich anomalii ruchu regionalnego”.
„Zrozumiałem, Eagle One” – zatrzeszczał głos. „Miłego lotu”.
Usiadłem wygodnie, obserwując, jak moja rodzina paraduje obok mnie w kierunku osłoniętej zasłonami kabiny pierwszej klasy. Vance zatrzymał się przy moim rzędzie, nachylając się z uśmieszkiem. „Wciąż pracujesz w IT dla wojska, Harper? A może awansowali cię na naprawiacza drukarek?”
„Coś w tym stylu” – odpowiedziałem, wpatrując się w czarny ekran jego laptopa wystającego z designerskiej teczki.
Gdy silniki ryknęły, poczułem znajomy chłód ogarniający moją pierś. Myśleli, że to ja utknąłem z tyłu. Nie zdawali sobie sprawy, że z miejsca, w którym siedziałem…
ing, miałem najlepszy widok na nadchodzącą burzę.
Część 2: Salut Kapitana
Na wysokości trzydziestu tysięcy stóp nad Pacyfikiem atmosfera w kabinie uległa zmianie. To, co zaczęło się jako łagodna wibracja, przerodziło się w rytmiczny, gwałtowny dreszcz. Znak „Zapnij pasy” zabrzmiał natarczywym, metalicznym dźwiękiem. Z przodu słyszałem głos Chloe, wzmagający się z oburzenia, domagającej się wyjaśnienia, dlaczego jej szampan rozpryskuje się.
Potem światła w kabinie zamigotały i zgasły, zastąpione upiorną czerwoną poświatą awaryjnych pasów podłogowych.
Interkom zatrzeszczał. „Panie i panowie, mówi Kapitan. Mamy lokalną awarię systemów. Proszę pozostać na miejscach”.
Poczułem, jak samolot gwałtownie przechylił się – nie był to standardowy zakręt, ale taktyczne zniżanie. Kilka sekund później w przejściu pojawił się Vance, zataczając się w kierunku tyłu. Trzymał laptopa i filiżankę kawy. Gdy samolot uderzył wyjątkowo silny wstrząs, „potknął się”.
Gorąca kawa rozprysnęła się na mojej kurtce, wsiąkając w materiał. Vance nie przeprosił. Pochylił się, a jego głos brzmiał jak cichy syk. „Chyba szkolenie wojskowe nie obejmuje obsługi napojów. Jesteś w rozsypce, Harper. Zupełnie jak twoja kariera”.