David nie wiedział, że sześć miesięcy temu zatrudniłem prywatnego dostawcę usług cyberbezpieczeństwa, aby…
jeden z systemu. Kamera przestała być jego prywatną zabawką. Każda klatka filmu, każde nagranie audio całkowicie omijało jego lokalny dysk twardy. Było szyfrowane i przesyłane w czasie rzeczywistym na bezpieczne konto w chmurze zarejestrowane w zdalnym archiwum dowodów mojej kancelarii.
W oddali, ledwo przebijając się przez szum deszczu, rozległ się wyraźny, wysoki dźwięk policyjnych syren.
David je usłyszał. Przestał chodzić. Spojrzał na mnie, a na jego twarzy pojawił się nagły, okrutny uśmiech. Wygładził krawat i poprawił mankiety.
„Dobrze” – powiedział David, a jego głos opadł do lodowatego, sztucznego spokoju. „Niech policja przyjedzie. Upadłeś. Jesteś zdezorientowany. Ostatnio masz dużo stresu psychicznego. Evelyn wszystko widziała”.
Margaret szybko skinęła głową, łapiąc o co chodzi. „Tak. Biedna Sarah. Zawsze taka niestabilna. Próbowaliśmy ci pomóc”.
Pomimo przeszywającego, pulsującego bólu w nodze, pomimo krwi, którą czułam na wardze, zaczęłam się śmiać.
To był cichy, urywany dźwięk, szorstki z bólu, ale oboje zamarli. Wpatrywali się we mnie, jakbym straciła rozum.
David pochylił się nade mną, mrużąc oczy. „Co cię właściwie bawi?”
„Ciebie” – wyszeptałam, wytrzymując jego spojrzenie. „Nadal myślisz, że jestem w tym sama”.
Jego ręka zawisła w powietrzu, z pobielałymi kostkami palców, zastanawiając się, czy zdąży uderzyć mnie ostatni raz, żebym zamilkła.
Ale zanim zdążył się zdecydować, burzę na zewnątrz zalała fala migających niebieskich i czerwonych świateł.