Marta weszła do pokoju pierwsza.
Nie podbiegła od razu do szafy, chociaż słyszała płacz Hani. Najpierw musiała zobaczyć, czy w środku nie ma nic, co mogłoby jej zagrozić. To był odruch wyćwiczony przez lata pracy: najpierw przestrzeń, potem dziecko, potem reszta.
Ale łóżko zatrzymało ją na sekundę.
Nie było już łóżkiem małej dziewczynki.
Ktoś zdjął kolorową pościel, koc w gwiazdki i pluszaki. Materac owinięto grubą, szeleszczącą folią, taką jak przy remontach. Na poduszce nie było poszewki. Przy ramie leżała rolka taśmy i mokra ścierka. Na krześle obok łóżka Damian ułożył ubrania Hani w równą kostkę, jakby przygotował je do spakowania.
Różowa piżama z kotkiem leżała na podłodze.
Przecięta na pół.
Nie przez przypadek.
Równo, od kołnierzyka w dół.
Marta poczuła w ustach metaliczny smak wściekłości.
— Haniu — powiedziała spokojnie, odwracając się w stronę szafy. — Możesz wyjść. On do ciebie nie podejdzie.
Drzwi szafy poruszyły się lekko.
Dziewczynka siedziała między workiem z zimowymi kurtkami a pudełkiem po butach. Miała na sobie za dużą bluzę, bose stopy i włosy przyklejone do wilgotnych policzków. W dłoni trzymała stary telefon, ekran był pęknięty w rogu.
Marta uklękła powoli.
— Jestem Marta. Przyjechałam po ciebie.
Hania spojrzała ponad jej ramieniem na Damiana stojącego w korytarzu przy Tomaszu.
Natychmiast skuliła się głębiej.
— On powiedział, że jak powiem, to mama mnie odda.
Marta nie spojrzała na Damiana. Bała się, że jeśli to zrobi, twarz zdradzi za dużo.
— Mama cię nie odda. Teraz najważniejsze, żebyś była bezpieczna.
Hania drgnęła.
— Nie chcę iść na nowe łóżko.
— Nie pójdziesz.
— On powiedział, że dzieci, które moczą prześcieradło, nie zasługują na kołdrę.
Tomasz zamknął oczy na ułamek sekundy.
Damian natychmiast się odezwał:
— Ona zmyśla. To jest dziecko. Ma problemy. Jej matka wszystko zostawia na mojej głowie, a potem ja wychodzę na potwora, bo próbuję wprowadzić zasady.
— Proszę milczeć — powiedział Tomasz.
— Nie będzie mi pan mówił, co mam robić w swoim domu.
— Będę, jeśli w tym domu dziecko dzwoni pod numer alarmowy z zamkniętego pokoju.
Damian zrobił krok, ale Tomasz natychmiast przesunął się tak, żeby zasłonić mu wejście.
— Jeszcze jeden krok i założę panu kajdanki.
Marta podała Hani swoją kurtkę.