Przesuwane szklane drzwi prowadzące do kuchni otworzyły się. Selene wyszła na tylne patio. Trzymała ceramiczny kubek do kawy, wyglądała na zdezorientowaną i lekko senną.
„Co to za krzyki?” zapytała Selene, patrząc na naszych rodziców. „Zadziałało? Spaliliście go? Czy ona go teraz rozbije, żeby dostać nowy?”
Spojrzałam na nich troje. To oni mieli mnie chronić. To oni mieli świętować moje zwycięstwa. Zamiast tego byli drobnymi, złośliwymi złodziejami, którzy właśnie udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że ich miłość do mnie była całkowicie uzależniona od mojej uległości wobec Selene.
„Chcę, żebyście coś wiedzieli, zanim wyjdę” – powiedziałam cicho, zwracając się do Marjorie i Leona. „Dwie noce temu siedziałam w swoim mieszkaniu i analizowałam swój budżet. Nawet po tym, jak zażądaliście połowy, zamierzałam spłacić resztę waszego kredytu hipotecznego, mamo i tato. Zamierzałam wystawić czek za dom”.
Marjorie zaparło dech w piersiach.
„I miałam zamiar założyć w pełni finansowane konto powiernicze na studia dla przyszłych dzieci Selene” – dodałam, patrząc na siostrę, której oczy nagle rozszerzyły się ze zdumienia. „Bo mimo wszystko myślałam, że jesteśmy rodziną”.
Gestem wskazałam dymiące, zrujnowane popioły w zardzewiałym palenisku.
„Ale ty właśnie spaliłaś ten most” – powiedziałam głosem zimnym jak lód. „Razem ze swoimi śmieciami”.
Oczy Marjorie rozszerzyły się w czystej, nieskażonej panice. Arogancja i wrogość całkowicie zniknęły, zastąpione natychmiast desperacką, szaloną, odrażającą chciwością. Zrobiła szybki krok w moją stronę, wyciągając ręce, jakby chciała złapać mnie za koszulę.
„Maya, kochanie, zaczekaj!” – krzyknęła Marjorie łamiącym się głosem. „My tylko… my tylko próbowaliśmy cię nauczyć o wartościach rodzinnych! Naprawdę nie chciałyśmy cię skrzywdzić! Byłyśmy po prostu złe!” Proszę, kochanie, nie bądź pochopna! Nadal możemy porozmawiać o kredycie hipotecznym! Damy radę!”
Cofnęłam się o krok, całkowicie odsuwając się od jej zasięgu. Sięgnęłam do kieszeni kurtki i wyjęłam kluczyki do samochodu.
„Nie mamy absolutnie o czym rozmawiać, Marjorie” – powiedziałam, używając jej imienia po raz pierwszy w życiu. „Właściwie to w ogóle nie będziesz ze mną rozmawiać. Od teraz będziesz rozmawiać z moim prawnikiem”.
Rozdział 4: Żelazny Mur