Był to formalny, prawnie wiążący nakaz zaprzestania i zaniechania. W bolesnym, przerażającym żargonie prawniczym określono, że wszelkie dalsze próby kontaktowania się ze mną, nękania mnie, prześladowania moich poprzednich miejsc zamieszkania lub publicznego oczerniania mnie w celu wyłudzenia funduszy spotkają się z natychmiastowymi, zdecydowanymi działaniami prawnymi. Wspominano w nim o próbie zniszczenia mojej korespondencji, przypominając im, że manipulowanie pocztą jest przestępstwem federalnym, które mój zespół prawny jest w pełni gotowy zgłosić, jeśli przekroczą granicę.
Siedziałam w luksusowym, oprawionym w skórę gabinecie mojego nowego prawnika, pana Sterlinga, przeglądając ostateczne dokumenty dotyczące zakupu małej nieruchomości komercyjnej, którą planowałam przekształcić w księgarnię.
„Dziś rano dzwonili do biura, pani Vance” – zauważył Sterling nonszalancko, poprawiając drogie okulary w srebrnych oprawkach i przeglądając teczkę. „Pani matka domagała się z panią rozmowy. Kiedy moja recepcjonistka odmówiła, twierdziła, że istnieje „ustna umowa”, zgodnie z którą jest im pani winna pięćdziesiąt procent wygranej jako zapłatę wsteczną za pani wychowanie”.
Zamilkłem, a moje drogie wieczne pióro zawisło nad linią podpisu w umowie nieruchomości. Podniosłem wzrok, a na moich ustach pojawił się rozbawiony uśmiech. „A co jej pan właściwie powiedział, panie Sterling?”
Sterling spojrzał znad okularów, a na jego twarzy pojawił się bardzo mały, bardzo ostry, drapieżny uśmiech.
„Powiedziałem jej, że jeśli nie ma podpisanej, notarialnie potwierdzonej faktury za pani dzieciństwo, to śmiało może spróbować szczęścia przed sędzią sądu wyższej instancji przeciwko firmie, która wystawia rachunki na osiemset dolarów za godzinę” – odparł gładko Sterling. „Po tym dość szybko się rozłączyła”.
Zaśmiałem się – radosnym, szczerym śmiechem – i podpisałem się na linii przerywanej.
Rozdział 5: Karma uroszczeń
Minęło sześć miesięcy.
Chaotyczny, wywołujący niepokój hałas mojego dawnego życia został całkowicie zastąpiony cichym, kojącym szumem oceanu za oknami od podłogi do sufitu mojego nowego mieszkania.
Nie kupiłem rozległej megarezydencji, floty samochodów sportowych ani prywatnego jachtu. Kupiłem coś nieskończenie cenniejszego: absolutny spokój. Zainwestowałem zdecydowaną większość środków w zróżnicowane portfele o niskim ryzyku, dzięki którym nigdy więcej nie musiałem martwić się o rachunki. Otworzyłem niezależną księgarnię, o której marzyłem od czasów nastoletnich, wypełniając ją miękkimi fotelami, zapachem świeżej kawy i tysiącami światów, do których mogłem uciec.
Co najważniejsze, po raz pierwszy w dorosłym życiu przespałem całą noc. Uporczywe napięcie w moich ramionach zniknęło.
Ale nawet z nowym numerem telefonu i twierdzą ochrony prawnej, informacje o mojej rodzinie wciąż krążyły pocztą pantoflową, głównie za pośrednictwem mojego kuzyna, Davida, który był jedynym krewnym, z którym utrzymywałam kontakt.
Z Davidem spotkaliśmy się na kawę pewnego rześkiego jesiennego popołudnia w cichej kawiarni niedaleko mojej księgarni.
„Tam panuje kompletny bałagan, Maya” – powiedział mi David, mieszając cappuccino ściszonym głosem. „To jak cała struktura rodziny”.
Właśnie implodowało.
„Co się stało?” zapytałam, popijając latte, czując obojętną, chorobliwą ciekawość.
„Selene dostała ataku histerii, bo twoich rodziców nie było stać na zaliczkę za ten wymarzony dom na strzeżonym osiedlu” – wyjaśnił David, kręcąc głową. „Obarczała ich całkowitą winą. Powiedziała, że powinni byli lepiej się tobą zająć. Teraz prawie z nimi nie rozmawia; nawet nie zaprosiła ich na Święto Dziękczynienia”.
Uniosłam brew. Złote dziecko, pozbawione złota, zwróciło się przeciwko swoim stwórcom. To było niemal poetyckie.
„A twoi rodzice?” – zapytałam.