Na polanie zapadła cisza.
Ayana znów usłyszała rzekę. Wysoki krzyk jastrzębia. Jej własny oddech. Josiaha.
Psy uciekły.
Przestąpiła przez ciała i wzięła twarz Josiaha w dłonie.
Wzdrygnął się, jakby spodziewał się kary.
„Zabiłem go” – wyszeptał.
“Tak.”
„Zabiłem białego człowieka”.
„Przyszli, żeby nas zabić”.
„Teraz już nigdy nie przestaną polować”.
Ayana rozejrzała się po polanie.
Pięciu martwych mężczyzn. Krew na igłach sosnowych. Rozrzucone karabiny. Drzwi chaty otwarte. Ich krótkie życie rozdarte na pół przez jeden poranek.
„Oni już polowali” – powiedziała. „Teraz wiedzą, że to ma swoją cenę”.
Zaczął się trząść.
Przyciągnęła go bliżej.
Przez chwilę stali tam, obejmując się nawzajem, doświadczając tego, czego domagała się wolność.
Wtedy Ayana się cofnęła.
„Mamy pracę do wykonania.”
Część 3
Nie zakopali niczego głęboko.
To była decyzja Ayany.