„Mam na imię Dinah” – powiedziała. „Jestem tym, kto uchodzi za przywódcę tam, dokąd zmierzamy”.
Ayana ledwo rozumiała słowa.
„Samuel?”
„Znaleźli nas wczoraj. Półżywego od ucieczki. Powiedziałeś nam, że go uratowałeś. Powiedziałeś nam, dokąd poprowadzisz milicję”. Dinah się uśmiechnęła. „Sprytny chłopak”.
Wtedy Samuel wyszedł zza bordowych i pobiegł.
Uderzył Ayanę tak mocno, że prawie upadła.
„Żyjesz” – szlochał.
Ayana owinęła swoje związane ramiona wokół niego, aż Dinah uwolniła jej nadgarstki.
„Dzięki tobie” – wyszeptała. „Znalazłeś je”.
„Biegnąłem, tak jak mi kazałeś.”
Jozjasz uklęknął i wziął chłopca w ramiona.