Zbladł.
Prawie szary.
Estelle natychmiast zauważyła jego rozpacz.
Była wspaniała.
Suknia ślubna renomowanego paryskiego domu mody.
Lekki welon.
Diamenty na szyi.
Gładka twarz kobiety przyzwyczajonej do tego, że świat nagina się do jej woli.
Podążyła wzrokiem za Marcem.
Potem zobaczyła Adriena.
Potem Leo.
I w końcu mnie.
„Marc?” zapytała cicho. „Kim są te dzieci?”
Otworzył usta.
Nie wydobył z siebie żadnego dźwięku.
Adrien ścisnął moją dłoń nieco mocniej.
„Mamo… to on?”
Spojrzałam na syna.
Nie skłamałam.
„Tak.”
Cisza stała się cięższa.
Marc zrobił krok w naszą stronę.
Jego usta lekko drżały.
— Claire…
Nie ruszyłam się z miejsca.
Spojrzał na chłopców, jakby jego umysł odmawiał posłuszeństwa temu, co widziały jego oczy.
„Oni… ile oni mają lat?”
Spotykałam się z nim wzrokiem.
„Pięć”.