Gwałtownie wciągnął powietrze.
Jakby ktoś go właśnie uderzył w pierś.
Leo spojrzał na mnie.
„Czemu ten mężczyzna jest smutny?”
Marc zamknął oczy.
Przez kilka sekund nie był już ambitnym mężczyzną, przyszłym mężem ani idealnym zięciem dla Montclairów.
Był po prostu mężczyzną, który mierzy się z konsekwencjami własnego okrucieństwa.
Estelle zrobiła krok naprzód.
Jej uśmiech zniknął.
„Chyba Claire?”
Odwróciłam wzrok w jej stronę.
„Tak”.
Próbowała odzyskać kontrolę nad sytuacją.
„Nie wiem, co próbujesz zrobić, ale to nie jest odpowiedni czas ani miejsce”.
Zachowałam spokój w głosie.
„To on mnie zaprosił”.
Fala niepokoju przetoczyła się przez salę.
Marc spuścił wzrok.
Estelle spojrzała na niego.
„Czy to prawda?”
Nie odpowiedział.
A czasami milczenie jest silniejsze niż wyznanie.
Odwróciła się do mnie.
„Zabierasz dwójkę dzieci na mój ślub, żeby wywołać skandal?”
Spojrzałem na nią bez nienawiści.