Długo milczał.
Aż westchnął.
„Dziękuję” – powiedział.
„Gdyby to się nie wydarzyło, nadal żyłbym w kłamstwie”.
Skinąłem głową.
-Ja też.
Rozstaliśmy się bez uścisków i dramatów. Dwoje ludzi zamyka rozdział.
Kiedy wróciłem do domu, wszędzie panowała cisza.
Zdjąłem buty, odłożyłem torbę i usiadłem na brzegu łóżka.
Kilka minut później drzwi się otworzyły.
Juliański.
Nie był już elegancko ubrany. Krawat zwisał mu z szyi, marynarkę trzymał w ręku.
Podszedł powoli, z obawą.
—Waleria…
-Popełniłem błąd.
Po raz pierwszy spojrzałam na niego bez gniewu.
„Nie” – odpowiedziałem.
„Nie pomyliłeś się. Sam wybrałeś”.
Pozostał nieruchomy.
„Dokumenty leżą na stole” – dodałem.